16 października 2017

Zwierzęta na promocji, czyli małe co nieco o pseudohodowli



Wiele osób marzy o rasowym psie. Niektórzy pragną króliki o charakterystycznym umaszczeniu bądź budowie. Kolejni zapatrują się na dokładny wygląd i charakter swojego mruczącego przyjaciela. Czasem ludzie pragną odczuć pewnego rodzaju prestiż z powodu posiadania rasowego futrzaka. Niestety ta gonitwa o rasę często kończy się cierpieniem zwierząt. Zazwyczaj bierze się to z niewiedzy kupujących. Bądź próby ugrania jak najlepszej ceny, bez względu na pochodzenie zwierzęcia. Tak powstają pseudohodowle.



No dobrze, ale teraz warto sobie zadać pytanie czym jest pseudohodowla?

Jest to hodowla, która nigdzie nie jest zarejestrowana. Nie należy do żadnego stowarzyszenia skupiającego hodowców danej rasy - felinologicznego lub kynologicznego. Nie posiada również uprawnień hodowlanych. Przez to też nie ma możliwości wystawiania rodowodu dla młodych osobników, urodzonych w celach zarobkowych. Nie jest więc to hodowla rasowa. Zwierzęta z tego miejsca są nierasowe, a jedynie w typie rasy. Posiadają wygląd zbliżony do rodowodowych oraz charakter, ale nie wywodzą się z czystych linii. Hodowane są jedynie w celach czysto zarobkowych. Regulacje prawne natomiast zabraniają prowadzenia takiej działalności. Jest więc to nielegalne.



Po wyjaśnieniu aspektu czym w ogóle jest pseudohodowla warto zadać sobie pytanie, dlaczego ludzie tak często w nich kupują?

Psy, koty czy inne zwierzęta z takich miejsc często są po "okazyjnych" cenach. Yorki za trzysta złotych, buldogi za niewiele więcej. Ragdolle, warte u hodowcy około dwóch tysięcy, wystawiane za połowę tej ceny. Takie kwoty kuszą ludzi. Niektórzy zastanawiają się nad powodem takiej obniżki. Jednak widok zdjęć młodych zwierząt rozczula, przez co często ludzie zapominają o tym małym niuansie. Cieszy ich również fakt, że mogą umówić się z właścicielem na przyjście, zobaczenie i wzięcie.

Większość hodowców w zarejestrowanych hodowlach chce wcześniej poznać potencjalnego nabywcę. Pragną dać wspaniały dom swoim podopiecznym, więc z uwagą przyglądają się chętnym. W pseudohodowlach bardzo często człowiek przyjeżdża, płaci i bierze. Mnie osobiście kojarzy się to z supermarketem pełnym zabawek, z których wybieramy tę najładniejszą i od razu udajemy się do kasy. Różni się to od zakupu w miejscach zarejestrowanych, a przede wszystkim legalnych. Wielu przyszłych właścicieli chce mieć wcześniej wgląd do kart zdrowia rodziców, potomstwa, badań genetycznych oraz dokładnej rozmowie z hodowcą na temat temperamentu młodziaka. Następuje interakcja pomiędzy hodowcą a nabywcą. W pseudohodowlach zazwyczaj nie ma takiej możliwości. Często następuje przekazanie zwierząt z wrodzonymi wadami, nie zawsze charakterystycznymi dla danej rasy.

Te dwie cechy wydają mi się najbardziej przemawiające za tym, dlaczego niektórzy decydują się na zakup w pseudohodowli. Często też nieświadomie wybierając zło.



Ale dlaczego pseudo-hodowle są takie złe?

Wiele osób na pewno zadaje sobie te pytanie. W końcu i tu i tu mamy do czynienia ze zwierzęciem bardzo podobnym z wyglądu i charakteru. Jednak należy popatrzeć na to miejsce "od kuchni".

TEMPO ROZMNAŻANIA - bardzo często, dopiero co wchodzące w ruję kotki bądź suczki, są natychmiast dopuszczane do samców. Po urodzeniu jednego miotu szybko zapładnia się je po raz kolejny. Ma to na celu wydanie na świat jak największej liczby zwierząt. Tempo rozrodu takich samic jest zatrważające. Liczy się ilość, a nie jakość. Najważniejsze są przychody, a dopiero potem dobro fizyczne oraz psychiczne matek.

ZDROWIE - bardzo często zwierzęta przeznaczone do rozrodu są wyniszczone, wygłodzone, chore, z przewlekłymi stanami zapalnymi... Potomstwo rodzi się słabe, zarobaczone, z wadami wrodzonymi spowodowanymi przez łączenie blisko spokrewnionych osobników, np. syna z matką. Osoby, które zakupią zwierzęta w takim miejscu, muszą potem zmagać się z często kosztownym i długotrwałym leczeniem. Mogą one przekroczyć łącznie cenę za osobnika z zarejestrowanej hodowli.

WARUNKI - często w wiadomościach bądź postach służb zajmujących się dobrostanem oraz ratowaniem zwierząt widzi się zdjęcia z warunków przetrzymywania w pseudohodowlach. Żyją one w piwnicach bądź oborach. Umieszczone w klatkach, leżą i egzystują we własnych odchodach. Bez dostępu do światła, zbilansowanej diety czy stale dostępnej wody. Nie znają dobrego dotyku ludzkiej ręki. Są zestresowane, a także często agresywne.

ZAPEŁNIANIE SCHRONISK I PORZUCANIE W LASACH - takie zwierzęta, wymagające często kosztownego leczenia, są porzucane przez nowych właścicieli. Przychodzą na świat, by cierpieć, a potem lądować w schronisku bądź umierać z głodu przy drzewie. Oczywiście wiele osób po zakupie walczy o nowego członka rodziny, ale nie ma co ukrywać, że niektórzy pozbywają się "niepotrzebnego balastu".



Myślę, że przybliżyłam chociaż troszkę problem pseudohodowli. Pieniądze, które inwestujemy w zwierzę rasowe, powinny być mądrze zagospodarowane. Nie warto dokładać do nielegalnych procederów. Jeżeli nie stać nas na taki zakup zwierząt, w schroniskach czekają inne spragnione miłości.
Warto postawić na jakość. Rodowód, który dla większości osób nie ma znaczenia, jest tego gwarantem. Hodowca w ten sposób udowadnia, że jego zwierzęta są "dobre jakościowo", charakterystyczne dla danej rasy. Nie pozwólmy, by kolejne zwierzęta cierpiały z powodu kaprysu ludzi, ale zdobytego tanim kosztem.


A jak wy zapatrujecie się na pseudohodowle? Jakie jeszcze znacie argumenty przemawiające za tym, by zniechęcić ludzi do kupowania w takich miejscach? Liczę na komentarze :)


PS. Przepraszam, że ostatnio mało piszę, ale zawirowania na uczelni oraz poza nią troszkę odebrały mi wszelki wolny czas ;) Jednak postaram się to nadrobić jak tylko wszystko się unormuje :)

4 komentarze:

  1. Niekoniecznie pseudohodowle wiążą się z trzymaniem zwierząt w złych warunkach i wyniszczającym rozmnażaniem. Czasami jest to domowa suczka "w typie rasy", co roku dopuszczana do psa również "w typie". I niby żadna krzywda się nikomu nie dzieje. Ale to też jest pseudo, zarabiające na zalewaniu świata "prawie-że-rasowymi" psami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego użyłam słowa często, a nie zawsze ;) bo wiem, że nie wszystkie tak działają. Jednak ryzyko, że na taką się natrafi jest spore :/

      Usuń
  2. Najwiekszym moim argumentem jest to ze psiaki/kundelki ze schroniska nie sa w zadnym stopniu gorsze od tych znanej rasy. Jednak argumentem dla milosnikow hodowli moze byc to, ze kundelki maja podobno mniejsze ryzyko zachorowan i wad wrodzonych poniewaz najmniej kombinowal z nimi czlowiek. Tak przynajmniej slyszalam a patrzac na przypadek mopsow i ich biendych noskow, jestem w stanie w to uwierzyc.

    OdpowiedzUsuń
  3. 24 yrs old Marketing Assistant Derrick Shadfourth, hailing from Saint-Hyacinthe enjoys watching movies like Downhill and Tai chi. Took a trip to Sceilg Mhichíl and drives a Ferrari 166 MM Barchetta. kliknij po wiecej informacji

    OdpowiedzUsuń