14 maja 2018

Cykl wykładów "Medycyna weterynaryjna a egzotyczni pacjenci"



Witam Was serdecznie!

Jak zawsze piszę po dłuższej przerwie, ale naprawdę na trzecim roku mam mało czasu na cokolwiek :(. Obowiązki się piętrzą, a zaliczeń jakoś tak nie ubywa. Jednak w głowie mam myśl, że już za siedem tygodni wakacje i może chociaż przez chwilę odpocznę. Chociażby tak z półtora miesiąca. Jakoś nie wierzę, by tym razem mnie wrzesień ominął ;)

Jednak to nie na temat trzeciego roku chciałabym Wam napisać. Pragnę podsumować cykl wykładów, które zorganizowałam z ramienia Koła Naukowego Medyków Weterynaryjnych. Słowo "pasjonujące" tutaj nie pasuje. Tak samo "ciekawe". "Edukujące" też brzmi zbyt płytko. Jak dla mnie, i dla wielu osób, to była po prostu taka bomba wiedzy. Eksplozja nowych doświadczeń, całkowicie nowych zagadnień. Moja wiedza z uczelni połączona z egzotycznymi gatunkami wytworzyła idealną harmonię ;) Ten kto był, mam nadzieję, że odczuł podobnie!

***

Pierwszy wykład na rozgrzewkę poprowadził lek. wet. Łukasz Skomorucha, specjalista chorób zwierząt nieudomowionych. Zabrał nas w świat coraz to nowych gatunków, z którymi możemy spotkać się podczas codziennej pracy w klinice. Z niektórymi z nich miałam do czynienia, inne były całkowicie nowe. Poza dokładnym opisem gatunków, nasz gość opowiedział o typowych dla nich chorobach, objawach, rokowaniach, a także sposobach leczenia. Mogliśmy posłuchać nie tylko o ssakach czy gadach, ale także rybach i płazach! To była bardzo duża dawka wiedzy, niezwykle cennej praktycznie.

Jeżeli chcielibyście zobaczyć czym na co dzień się zajmuje zapraszam na jego stronę na Facebooku :) Naturalnie w Warszawie


***

Kolejny wykład, już w semestrze letnim, poprowadziła dla nas lek. wet. Katarzyna Godzielińska, która jest w trakcie specjalizacji z radiologii weterynaryjnej. Po wstępnych chorobach internistycznych, poprowadzonych na pierwszym wykładzie, zabrała nas w świat badania ultrasonograficznego. Lekarz weterynarii skupiła się głównie na badaniu jamy brzusznej u gryzoni oraz zajęczaków, zwracając szczególną uwagę na różnice pomiędzy nimi. Przy każdej strukturze zatrzymywała się, pokazując nam ujęcia z prawidłowo wyglądającego obrazu. Po takim wstępnie skupiała się na zmianach jakie tam mogą wystąpić. Do każdej nieprawidłowości miała dołączony filmik z badania USG :) Mogliśmy zobaczyć te bardziej jak i mniej popularne schorzenia. W ciągu dwóch godzin bardzo intensywnego wykładu dowiedzieliśmy się naprawdę dużo! Śmiem przypuszczać, że podobnie jak podczas organizowanych szkoleń ;)

Jeżeli chcielibyście odwiedzić stronę na Facebooku lek. wet. Katarzyny zapraszam bardzo serdecznie :) lek. wet. Katarzyna Godzielińska

***

Trzecim z kolei wykładem była chirurgia małych ssaków. Poprowadziła go lek. wet. Małgorzata Krasowska. Była to kontynuacja poprzedniego tematu, na którym dowiedzieliśmy się przy których zmianach należy niezwłocznie przystąpić do zabiegu chirurgicznego. Po poprzednim wykładzie miałam jaśniejszy obraz tego co słuchałam. A była to naprawdę cenna lekcja! Nasz gość dokładnie wyjaśnił nam jak przygotować pacjenta do operacji, jakie leki podać, w jakich dawkach i połączeniach, a także pokazał najczęstsze zabiegi wykonywane na gryzoniach i zajęczakach. Mogliśmy również obejrzeć cały zabieg na filmie, który został nam puszczony. Nagle chirurgia przestała wydawać się aż tak ciężka jak wcześniej zakładałam ;) Dostałam takiego bakcyla do nauki po nim, że aż miło było usiąść do notatek!

***

Podczas czwartego wykładu mogliśmy na nowo wrócić do USG oraz chirurgii, ale tym razem nieco innych pacjentów, gadów. Naszym gościem była lek. wet. Marta Marciniak, specjalista chorób zwierząt nieudomowionych. Temat, jaki poruszyła, dotyczył anatomii oraz fizjologii rozrodu gadów. Dokładnie opisała nam jak rozróżnić pomiędzy sobą płci, a także na co zwracać uwagę przy zmianie zachowania zwierząt. Pokierowała nas w jaki sposób znaleźć jaja w drogach rodnych przy pomocy USG, jak wywołać poród, a także co zrobić gdy są przetrzymane. Mogliśmy obejrzeć różne zmiany, zabiegi chirurgiczne oraz rekonwalescencję gadzich pacjentów. Jako dość zielona w tym temacie osoba byłam zachwycona. Miałam ochotę słuchać tego więcej i więcej! Z koleżanką jeszcze długo po rozmawiałyśmy o Gwiazdce, wężu którego ma pod opieką przez jakiś czas. Czy na pewno jest Gwiazdką, a nie Gwiazdkiem ;)

Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej co robi lek. wet. Marta Marciniak zapraszam na stronę jej fundacji :) Fundacja Egzotyka

***

Ostatni temat wykładu, który odbył się w tym roku, dotyczył chorób pasożytniczych zwierząt egzotycznych. Prelegentem był lek. wet. Dawid Jańczak. Od samego początku zmienił zupełnie bieg poprzednich wykładów. Ponad połowa była prowadzona w formie dyskusji z uczestnikami. Do tego luźna atmosfera, a także żarty zachęcały studentów do rozmowy. Mogliśmy poznać najczęstsze pasożyty całego przekroju zwierząt egzotycznych. Poza tym nasz gość zwracał uwagę na różnice mikroskopowe, a także sposoby zwalczania, które różnią się od pacjentów psio-kocich. Do tego filmiki obejrzane na końcu uświadomiły jak ciężkie do diagnozy są to choroby. Subtelne różnice, a jakże cenne przy badaniu!

Jeżeli chcecie zobaczyć więcej zdjęć lek. wet. Dawida Jańczaka to również zapraszam bardzo serdecznie na jego stronę :) Egzotyczna Parazytologia i Hematologia

***

Zachęcam również do poczytania o gościach na stronach internetowych lecznic, w których pracują. Nie da się opisać ich pasji do zawodu. Są wzorem do naśladowania! To była dla mnie ogromna przyjemność i zaszczyt poznać ich osobiście.

Mam nadzieję, że podobały się Wam w tym roku wykłady. Jeżeli tak to w następnym roku postaram się zorganizować kolejne z następnymi gośćmi :) Może tym razem na większą skalę, kto wie. Mam plany w głowie i bardzo chciałabym je wcielić w życie!

Trzymajcie się!

16 lutego 2018

Piąty semestr weterynarii



Hej wszystkim!

Bardzo dawno mnie tu nie było. Jednak z powodu ciężkiego roku oraz nowych obowiązków, które na mnie spadły, po prostu nie miałam czasu na pisanie nowych postów. Moja doba trwa tyle ile każdego, więc dodatkowe godziny nie wchodziły w grę ;) Jednak przejdźmy do rzeczy!

Piąty semestr za mną. Pierwszy raz sesję zimową przeszłam w pierwszym terminie :D Tak jak zawsze, fartem czy nie, omijam wrzesień to styczniowo-lutowe walki kończę dopiero za drugim podejściem. W tym roku udało mi się przejść bez poprawek. Zawdzięczam to zapewne temu, że w sesji odbywał się tylko jeden egzamin ;)

Semestr ten zaliczam do udanych. Pierwsze terminy były moje, poza jednym potknięciem z powodu przemęczenia, więc mogę sobie pogratulować. Dla mnie to naprawdę duże osiągnięcie, które zawdzięczam ciężkiemu wysiłkowi :)

O trzecim roku krążą plotki. "Najcięższy", "nie ma się życia", "wszystko przytłacza", "w głowie kłębią się myśli o porzuceniu tej ścieżki życiowej", "nic cię nie cieszy"... Będę kłamcą jeżeli im zaprzeczę. Ten rok faktycznie wyzwala wszystkie najbardziej negatywne emocje. Materiał, jaki zostaje narzucony do opanowania, jest nieporównywalnie większy niż w latach poprzednich. Poza tym złudny wolny październik i część listopada robią swoje. Trzeci rok ma to do siebie, że zaliczenia przychodzą falami. Na początku jest wolne, a potem w przeciągu niecałych dwóch tygodni dochodzi do ogromu zaliczeń. Kolokwia nakładają się na siebie. Po kilka w ciągu tygodnia, dwa w ciągu dnia to nic niezwykłego. Od połowy listopada robią się schody. Pod koniec grudnia jest chwila wytchnienia i w połowie stycznia na nowo. Jak ktoś nie zda w pierwszym terminie to poprawy zaczynają mu się łączyć z innymi zaliczeniami i efekt domina murowany.

Takie fale zaliczeń niszczą. Chociaż postanowiłam sobie, że będę uczyć się w miarę regularnie, ledwo nadążałam wyrabiać się ze wszystkim w listopadzie. W styczniu to była walka z każdym kolokwium. Nie było czas na nic więcej. Przed oczami były tylko setki leków, ich działanie oraz skutki uboczne, składniki dopełniacza, zmiany wewnątrz tkankowe przy różnych schorzeniach, nicienie i tasiemce... Przeżyłam kilkadziesiąt chwil wątpliwości, ucząc się setnej strony z przedmiotu. Zacisnęłam jednak zęby i się nie poddałam. Dzięki temu oficjalnie od ponad tygodnia jestem na kolejnym semestrze :)

Jednak, żeby nie było aż tyle smęcenia, bo trzeci rok to też dobre chwile :) Przyjrzymy się więc jak wyglądają poszczególne przedmioty, z którymi trzeba się zmierzyć na piątym semestrze weterynarii :)


PATOFIZJOLOGIA

Przedmiot wzbudzający skrajne emocje. Niektórych ulubiony, kolejnych znienawidzony. Ja go zaliczam do tych ciekawych. Faktycznie, kolokwia są bardzo stresujące. Odpowiedź ustna, gdzie należy zawrzeć wszystko co się wie w swojej odpowiedzi, u mnie wywoływała stany przedzawałowe. Podczas całego semestru są dwa kolokwia. Jedno dotyczy niedoborów witamin oraz minerałów, drugi natomiast zapaleń. Obowiązkowa znajomość łacińskich mian bardzo mnie stresowała, ponieważ nie mam do tego za grosz talentu. Nawet takiego najmniejszego. Krótko mówiąc - nie wchodzą mi ;). Na każde kolokwium trafia się do którejś z czterech prowadzących, u której odpowiada się w gabinecie parami bądź trójkami. Ja zawsze wchodziłam w asyście dwóch osób ;). Czas trwania odpowiedzi jest bardzo różny. U niektórych po około 20 minutach koniec, u innych w gabinecie można przesiedzieć nawet półtorej godziny. Jednak po każdym zdaniu moment zejścia stresu był czymś cudownym. Jakbym odkrywała El Dorado ;).
Ćwiczenia są prowadzone w dwóch salach. Jest część seminaryjna oraz mikroskopowa. Odczytywaliśmy zapisy EKG, wyniki badań krwi czy liczyliśmy leukocyty w rozmazach. To ostatnie było dla mnie dość ciężkie, ponieważ neutrofile oraz limfocyty zlewały mi się w jedno. Koniec końców jednak moja odpowiedź była bliska prawidłowej ;).
Trzy godziny zajęć mijały dość szybko, a tematy z układu krwionośnego należały do moich ulubionych. Ogólnie kardiologia jest czymś co mnie interesuje. Zarówno weterynaryjna jak i ludzka. Wcześniej chciałam być kardiochirurgiem dziecięcym jednak z powodów wcześniej opisanych na medycynę nie poszłam ;)


FARMAKOLOGIA

Moim zdaniem najcięższy przedmiot do nauczenia. Obrałam strategię tworzenia setek fiszek, które zabierałam wszędzie ze sobą, by w kółko powtarzać mechanizm, działanie czy skutki uboczne każdego z poszczególnych leków. Przez ogrom materiału, dość specyficzne nazwy substancji oraz różnice gatunkowe na ten przedmiot poświęcałam najwięcej czasu. Jednak to nie tak, że chcę ponarzekać, ponieważ przedmiot naprawdę lubię :)
Ćwiczenia bardzo ciekawe, prowadzone na zasadzie wykładu. Słuchanie o niuansach, drobnych różnicach, których sama bym nie wyłapała, naprawdę na plus. Poza tym cudowna katedra!
W ciągu semestru są dwa kolokwia. Pierwsze z nich obejmujące leki znieczulające, przeciwbólowe, przeciwzapalne, uspokajające i przeciwdepresyjne. Na kolejnym sprawdzana jest wiedza z zakresu substancji oddziałujących na przewód pokarmowy oraz układ krwionośny. Oba są pisemne. Znajdują się tutaj tabelki z uzupełnieniem tego co na moich fiszkach, zadania opisowe, prawda/fałsz, pisanie recept itp. Każda forma sprawdzenia wiedzy może się pojawić :) Jest to całkowity miks na kilku kartkach, które się otrzymuje.
Przede mną kolejny semestr, na którym to my będziemy tworzyć prezentację. Nienawidzę wystąpień publicznych, więc już się obawiam :D


FARMACJA

Przedmiot prowadzony naprzemienne z wykładem z farmakologii. Poznaje się na nim postacie leków, substancje towarzyszące potrzebne do ich wytworzenia oraz uczy pisania recept po łacinie. To ostatnie wałkowałam na poprzednich studiach, więc nie miałam z tym problemu :)
Zaliczenie pod koniec semestru. Na jednej kartce otrzymuje się pytania dotyczące teorii, a na drugiej recepty. Każda oceniana jest osobno.



PARAZYTOLOGIA


Przedmiot prowadzony przez bardzo sympatycznych prowadzących. Trwa cały rok. W semestrze zimowym omawiane są pierwotniaki (pierwsze kolokwium) oraz przerwy i tasiemce (drugie kolokwium). Tutaj niestety kłania się po raz kolejny łacina, ponieważ każdy z pasożytów ma swoją nazwę w tym języku. Kolokwia są ustne, więc nie ma czasu zastanowić się nad tym jak to napisać i w ogóle jak nazwać, także słowa przeze mnie wymawiane to były kalekie odpowiedniki poprawnego nazewnictwa ;). Nie przeszkadzało mi to jednak w opisaniu cykli, objawów chorobowych, możliwości zakażeń itp, dzięki czemu na koniec mam 4,5 :)


PATOMORFOLOGIA


Przedmiot prowadzony dość specyficznie. Na zmianę są zajęcia z sekcji oraz histopatologii. Na pierwszych z nich najpierw czeka wstęp i zaliczenie technik sekcyjnych (czyli teoretyczne podejście jak powinno się to wykonywać), a dopiero potem własne cięcie zwłok. Ja brałam udział w drugiej sekcji naszej grupy. Robi się ją w kilka osób, mając na to niecałe trzy godziny. Ja wraz ze znajomymi walczyliśmy ze zbadaniem przyczyny śmierci u kota. Oczywiście mi przypadło w udziale piłowanie miednicy i myślałam, że umrę gdzieś w połowie, bo ta piłka za nic w świecie nie chciała ciąć w poprawnym miejscu. Tak więc, jak prowadzący się odwrócił, wypiłowałam po prostu całą miednicę w najcieńszych miejscach, i po problemie ;)
Histopatologia wygląda podobnie to histologii. Najpierw jest wstęp dotyczący tego co będziemy oglądać, a potem ogląda się zmiany pod mikroskopem. Można robić zdjęcia co jest bardzo przydatne przed kolokwium, ponieważ drugi raz nie można obejrzeć preparatów. Takie powtórzenie czeka jedynie przed zaliczeniem z całych trzech semestrów przedmiotu.
W ciągu semestru dwa kolokwia. Jedno to właśnie zaliczenie technik sekcyjnych, a drugie ze szkiełek.


DIAGNOSTYKA KLINICZNA I LABORATORYJNA


Przedmiot praktyczny. W semestrze uczymy się przeprowadzać wywiad z właścicielem pacjenta, oceniać węzły chłonne, śluzówki, skórę czy sierść. Do tego zagłębiamy tajniki wiedzy z osłuchiwania serca, płuc czy opukiwania. Dotyczy to zarówno bydła jak i konia, a także małych zwierząt. Na te ćwiczenia można przyprowadzać swoich pacjentów, więc moje koty zostały wymacane przez całą grupę ;)
Semestr kończy się zaliczeniem z całego półrocza. My mieliśmy w postaci testu jednokrotnego wyboru. We wcześniejszych rocznikach była odpowiedź ustna. Tutaj niestety się poślizgnęłam, ale nie miałam siły przysiąść z nauką do czwartego zaliczenia w tygodniu i odpuściłam. Przy drugim podejściu otrzymałam 4,5, więc jestem zadowolona ;)


DIAGNOSTYKA BAKTERIOLOGICZNA I MYKOLOGICZNA

Fakultet trwający bodajże pięć tygodni. To taka troszkę powtórka z mikrobiologii - hodowla, robienie preparatów, testów API czy oglądanie pod mikroskopem. Wszystko krąży wokół bakterii oraz grzybów. Na końcu zaliczenie w też takiej samej formie jak kolokwia przedmiotu z roku wcześniejszego  :)


WIRUSOLOGIA

Przedmiot prowadzony w formie wykładów w pierwszej połowie semestru. Omawiane są na nim wirusy oraz charakterystyczne choroby jakie wywołują. Zaliczenie to kilka pytań pisemnych krótkiej odpowiedzi.

Po inne zdjęcia zapraszam na mojego Instragrama :)

To tyle jeżeli chodzi o przedmioty oraz moje odczucia :) Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam :D Jak macie jakieś pytania to śmiało! A ja mam nadzieję, że podczas kolejnego semestru będę mieć więcej czasu na pisanie :)

3 listopada 2017

Pierwszy miesiąc trzeciego roku weterynarii



Witam!
Dzisiaj chciałabym przedstawić w kilku , a może kilkudziesięciu, zdaniach jak wyglądał pierwszy miesiąc na trzecim roku weterynarii. Był on na pewno bardzo intensywny, chociaż nie miałam jeszcze żadnych zaliczeń. Może jednak od początku :)

Przez pewne zawirowania na uczelni zostałam starościną swojego rocznika w połowie pierwszego tygodnia. Po prostu awansowałam ze stanowiska zastępcy wyżej, jednak bez pomocy "pod sobą". Miałam niecałą dobę na ogarnięcie spraw organizacyjnych i znalezienie kogoś na kim będę mogła polegać. Na szczęście mój aktualny zastępca sprawuje się idealnie :) Latanie po prowadzących, wyjaśnianie co zaszło, wymiany maili i telefonów. Wiedziałam, że należy to załatwić jak najszybciej, by nasz rocznik nie wypadł mało profesjonalnie. Podołałam ;)

Gdy udało mi się uporać z mniejszymi i większymi problemami organizacyjnymi, zostałam usadzona na kolejne dość ważne stanowisko. Przejęłam po mojej koleżance funkcję przewodniczącej w sekcji zwierząt egzotycznych w Kole Naukowym Medyków Weterynaryjnych. Od listopada podwijam rękawy, by reprezentować swoje stanowisko najlepiej jak się da. Mam nadzieję, że niebawem będę mogła napisać coś więcej na ten temat i zaprosić Was na wykłady bądź warsztaty :)

Na samej uczelni na razie spokój i brak zaliczeń. Jednak to taka cisza przed burzą. Od 13 listopada zaczyna się małe piekło ;). Czeka nas kolokwium za kolokwium z ogromnymi partiami materiałów. Taka sesja podczas listopada. Czy może być coś lepszego niż stres, stres i jeszcze raz stres? Dlatego tak kochamy nasze studia ;)

Ja od początku staram się uczyć na bieżąco. Zobaczymy czy coś z tego wyjdzie. Chciałabym chociaż część pozaliczać w pierwszych terminach. Jednak wiem, że może być to ciężkie do osiągnięcia. Na razie miesza mi się w głowie to wszystko czego zdołałam się nauczyć...

Moje postanowienie co do chodzenia na wykłady zniknęło po pierwszych wykładach. Nie jestem w stanie się po prostu na nich wystarczająco skupiać. Wolę ten czas poświęcić na samodzielną naukę. Za to staram się jak najwięcej wynosić z ćwiczeń, które są naprawdę według mnie ciekawe. Znowu odzywa się moje wewnętrzne dziwactwo, ja wiem, ale słuchanie o pasożytach czy działaniu leków jest naprawdę interesuje. Ćwiczenia z patofizjologii, chociaż jedynie w postaci seminariów i wykładów, są naprawdę ciekawe. Staram się wynosić z nich najwięcej jak się da. Jednak słyszałam, że pewność z tego przedmiotu jest zgubna. Mam nadzieję, że dam sobie mimo wszystko radę.

Ćwiczenia z diagnostyki są najbardziej kreatywnymi zajęciami. Za mną bydło i konie. Na bydle chodziliśmy po cielętniku oraz badaliśmy dorosłe krowy. Mierzyliśmy temperaturę, liczyliśmy tętno, osłuchiwaliśmy, opukiwaliśmy, sprawdzaliśmy odruch kaszlu... Przez większość ćwiczeń miało się interakcję ze zwierzętami. Dzięki temu można było się chociaż w procencie przybliżyć do tego co nas czeka po studiach ;). To dawało jakąś siłę, by wracać do domu i siadać do książek.

Ćwiczenia z patomorfologii przeplatają się w taki sposób, że w jednym tygodniu ma się histopatologię, a w drugim sekcję zwierząt. Na razie za mną po jednym teoretycznym i jednym praktycznym podejściu z obu działów. Na szkiełkach pierwszy raz widzę coś więcej niż plamy różowych komórek! Może jeszcze będą ze mnie ludzie :D. Przy zwłokach możemy natomiast pochwalić się super strojem! Czepki na głowie, ochraniacze na buty, rękawice do sprzątania, fartuchy i noże kuchenne w ręce. Czuję się jak pracownik sklepu mięsnego!

Podczas naszej pierwszej sekcji uczestniczyliśmy przy obdukcji konia oraz kota. Powiem tak, śmierdziało ale dało się wytrzymać. Wylewająca się zawartość żołądka oraz jelit najpierw mnie skręciła, i patrząc po minach nie tylko mnie, ale po chwili w miarę się wywietrzyło. Nikt nie poczuł się na tyle źle, by opuścić pomieszczenie. Mogliśmy również zobaczyć koński mózg po otworzeniu czaszki, co jest rzadkością. W ogóle sekcja konia być może już nigdy się nam nie trafi podczas ćwiczeń. Całe szczęście, bo to znaczy że żyją ;). Warto jednak było to przeżyć, by w przyszłości móc sobie z tym w miarę poradzić.

To chyba wszystko w skrócie co ostatnio się u mnie działo. Było tego sporo, a ten miesiąc będzie na pewno ciężki. Trzymajcie kciuki żebym go przeżyła! Nie chciałabym zatrzymać się na trzecim roku skoro tak daleko zaszłam :)