Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty

16 października 2017

Zwierzęta na promocji, czyli małe co nieco o pseudohodowli



Wiele osób marzy o rasowym psie. Niektórzy pragną króliki o charakterystycznym umaszczeniu bądź budowie. Kolejni zapatrują się na dokładny wygląd i charakter swojego mruczącego przyjaciela. Czasem ludzie pragną odczuć pewnego rodzaju prestiż z powodu posiadania rasowego futrzaka. Niestety ta gonitwa o rasę często kończy się cierpieniem zwierząt. Zazwyczaj bierze się to z niewiedzy kupujących. Bądź próby ugrania jak najlepszej ceny, bez względu na pochodzenie zwierzęcia. Tak powstają pseudohodowle.



No dobrze, ale teraz warto sobie zadać pytanie czym jest pseudohodowla?

Jest to hodowla, która nigdzie nie jest zarejestrowana. Nie należy do żadnego stowarzyszenia skupiającego hodowców danej rasy - felinologicznego lub kynologicznego. Nie posiada również uprawnień hodowlanych. Przez to też nie ma możliwości wystawiania rodowodu dla młodych osobników, urodzonych w celach zarobkowych. Nie jest więc to hodowla rasowa. Zwierzęta z tego miejsca są nierasowe, a jedynie w typie rasy. Posiadają wygląd zbliżony do rodowodowych oraz charakter, ale nie wywodzą się z czystych linii. Hodowane są jedynie w celach czysto zarobkowych. Regulacje prawne natomiast zabraniają prowadzenia takiej działalności. Jest więc to nielegalne.



Po wyjaśnieniu aspektu czym w ogóle jest pseudohodowla warto zadać sobie pytanie, dlaczego ludzie tak często w nich kupują?

Psy, koty czy inne zwierzęta z takich miejsc często są po "okazyjnych" cenach. Yorki za trzysta złotych, buldogi za niewiele więcej. Ragdolle, warte u hodowcy około dwóch tysięcy, wystawiane za połowę tej ceny. Takie kwoty kuszą ludzi. Niektórzy zastanawiają się nad powodem takiej obniżki. Jednak widok zdjęć młodych zwierząt rozczula, przez co często ludzie zapominają o tym małym niuansie. Cieszy ich również fakt, że mogą umówić się z właścicielem na przyjście, zobaczenie i wzięcie.

Większość hodowców w zarejestrowanych hodowlach chce wcześniej poznać potencjalnego nabywcę. Pragną dać wspaniały dom swoim podopiecznym, więc z uwagą przyglądają się chętnym. W pseudohodowlach bardzo często człowiek przyjeżdża, płaci i bierze. Mnie osobiście kojarzy się to z supermarketem pełnym zabawek, z których wybieramy tę najładniejszą i od razu udajemy się do kasy. Różni się to od zakupu w miejscach zarejestrowanych, a przede wszystkim legalnych. Wielu przyszłych właścicieli chce mieć wcześniej wgląd do kart zdrowia rodziców, potomstwa, badań genetycznych oraz dokładnej rozmowie z hodowcą na temat temperamentu młodziaka. Następuje interakcja pomiędzy hodowcą a nabywcą. W pseudohodowlach zazwyczaj nie ma takiej możliwości. Często następuje przekazanie zwierząt z wrodzonymi wadami, nie zawsze charakterystycznymi dla danej rasy.

Te dwie cechy wydają mi się najbardziej przemawiające za tym, dlaczego niektórzy decydują się na zakup w pseudohodowli. Często też nieświadomie wybierając zło.



Ale dlaczego pseudo-hodowle są takie złe?

Wiele osób na pewno zadaje sobie te pytanie. W końcu i tu i tu mamy do czynienia ze zwierzęciem bardzo podobnym z wyglądu i charakteru. Jednak należy popatrzeć na to miejsce "od kuchni".

TEMPO ROZMNAŻANIA - bardzo często, dopiero co wchodzące w ruję kotki bądź suczki, są natychmiast dopuszczane do samców. Po urodzeniu jednego miotu szybko zapładnia się je po raz kolejny. Ma to na celu wydanie na świat jak największej liczby zwierząt. Tempo rozrodu takich samic jest zatrważające. Liczy się ilość, a nie jakość. Najważniejsze są przychody, a dopiero potem dobro fizyczne oraz psychiczne matek.

ZDROWIE - bardzo często zwierzęta przeznaczone do rozrodu są wyniszczone, wygłodzone, chore, z przewlekłymi stanami zapalnymi... Potomstwo rodzi się słabe, zarobaczone, z wadami wrodzonymi spowodowanymi przez łączenie blisko spokrewnionych osobników, np. syna z matką. Osoby, które zakupią zwierzęta w takim miejscu, muszą potem zmagać się z często kosztownym i długotrwałym leczeniem. Mogą one przekroczyć łącznie cenę za osobnika z zarejestrowanej hodowli.

WARUNKI - często w wiadomościach bądź postach służb zajmujących się dobrostanem oraz ratowaniem zwierząt widzi się zdjęcia z warunków przetrzymywania w pseudohodowlach. Żyją one w piwnicach bądź oborach. Umieszczone w klatkach, leżą i egzystują we własnych odchodach. Bez dostępu do światła, zbilansowanej diety czy stale dostępnej wody. Nie znają dobrego dotyku ludzkiej ręki. Są zestresowane, a także często agresywne.

ZAPEŁNIANIE SCHRONISK I PORZUCANIE W LASACH - takie zwierzęta, wymagające często kosztownego leczenia, są porzucane przez nowych właścicieli. Przychodzą na świat, by cierpieć, a potem lądować w schronisku bądź umierać z głodu przy drzewie. Oczywiście wiele osób po zakupie walczy o nowego członka rodziny, ale nie ma co ukrywać, że niektórzy pozbywają się "niepotrzebnego balastu".



Myślę, że przybliżyłam chociaż troszkę problem pseudohodowli. Pieniądze, które inwestujemy w zwierzę rasowe, powinny być mądrze zagospodarowane. Nie warto dokładać do nielegalnych procederów. Jeżeli nie stać nas na taki zakup zwierząt, w schroniskach czekają inne spragnione miłości.
Warto postawić na jakość. Rodowód, który dla większości osób nie ma znaczenia, jest tego gwarantem. Hodowca w ten sposób udowadnia, że jego zwierzęta są "dobre jakościowo", charakterystyczne dla danej rasy. Nie pozwólmy, by kolejne zwierzęta cierpiały z powodu kaprysu ludzi, ale zdobytego tanim kosztem.


A jak wy zapatrujecie się na pseudohodowle? Jakie jeszcze znacie argumenty przemawiające za tym, by zniechęcić ludzi do kupowania w takich miejscach? Liczę na komentarze :)


PS. Przepraszam, że ostatnio mało piszę, ale zawirowania na uczelni oraz poza nią troszkę odebrały mi wszelki wolny czas ;) Jednak postaram się to nadrobić jak tylko wszystko się unormuje :)

29 lipca 2017

Kocham zwierzęta, a jem świnki, krówki, kurczaki...



"Czyż nie ma hipokryzji w tym, że upominamy dzieci gdy krzywdzą kotki czy pieski, podczas gdy sami zasiadamy do stołu, na który zabito dziesiątki stworzeń?"
Lew Tołstoj


Witam!
Dzisiaj notka jest tą, nad którą myślałam od czasu praktyk. Słuchałam przez cały dzień rozmów dwóch koleżanek na temat miłości do zwierząt i jednoczesnego jedzenia mięsa innych. Postanowiłam więc przyjrzeć się temu bliżej, ponieważ temat ten bardzo mnie zaciekawił. Dostrzegłam pewną sprzeczność w ich rozumowaniu.

Dla mnie jest to pewnego razu paradoks dzisiejszych czasów. Ludzie chętnie mówią, że kochają zwierzęta, pomagają fundacjom czy denerwują się gdy widzą maltretowane zwierzę. W tym samym momencie jedzą schabowego bądź skrzydełka kurczaka, delektując się ich smakiem. Jest to tzw paradoks mięsożercy. Kochanie zwierząt przy jednoczesnym pobudzaniu kubków smakowych na myśl o przyrządzonym mięsie. Jednak skąd w ogóle wzięło się jedzenie innych stworzeń?

Ludzie od niepamiętnych czasów jedli mięso. Wcześniej, zanim doszło do obniżenia temperatury na Ziemi, a co za tym idzie zmniejszenia liczby drzew i krzewów owocowych, byliśmy frutarianami. Od wielu lat naukowcy porównują naszą budowę anatomiczną i fizjologię do zwierząt żywiących się jedynie owocami oraz warzywami. Starają się dowieść, że w ten sposób jesteśmy w stanie funkcjonować najzdrowiej. Mięso oraz produkty mleczne nie są nam niezbędne do życia. Pozostały jedynie przyzwyczajeniem z dawnych lat.

Gdy doszło do obniżenia temperatury na Ziemi, ludzie dawnych lat zaczęli zdobywać pokarm polując na zwierzęta. Wiązało się to z przymusem przetrwania. Po pewnym czasie również powodowało rozwój plemion przez wytwarzanie broni, możliwość dominacji jednych mężczyzn nad innymi i spłodzenia jak największej ilości potomstwa. Upolowanie "dużego zwierza" było czymś chwalebnym, wielkim. Polowali by przetrwać i aby zaimponować.

W dzisiejszych czasach żaden mężczyzna nie musi wyjść z bronią w ręku, by przetrwać polując na zwierzynę. Mimo to kupuje mięso. Półki sklepowe uginają się od wieprzowiny, wołowiny, jagnięciny czy drobiu. Wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Około 33% z tego wyląduje w śmietniku, a kolejne życia się zmarnują. Ludzie jednak nie patrzą na to w ten sposób. Wiele osób wypiera ze świadomości czym jest ów kawałek mięsa przed nimi. Dokładnie to oddają słowa Paula McCartney'a "Gdyby rzeźnie miały szklane ściany, każdy byłby wegetarianinem".

Jednak ta notka nie miała być o wegetarianizmie bądź weganizmie, lecz skąd się bierze podział na zwierzęta, które kochamy i które zabijamy.



Po pierwsze ma to na pewno związek z przywiązaniem się do danej grupy zwierząt. Człowiek współczesny, który pozwala swoimi kotom, psom czy królikom spać pod jednym dachem, opiekuje się nimi i chroni przed chorobami, przywiązuje się emocjonalnie. W tym samym momencie, nie widząc hodowli zwierząt rzeźnych, nie ma możliwości "pokochania" tej drugiej grupy. Oddziela jedną od drugiej, stawiając pomiędzy nimi mur. Dla niego jest wyraźna różnica pomiędzy domowymi pupilami a hodowlanymi. Z drugiej strony burzy się na myśl o mordowaniu świnek morskich i zjadaniu ich w Peru, spożywaniu psiny w Chinach czy szczurów w Togo. Nie widzi tego, że w tamtym miejscu te zwierzęta są postrzegane i traktowane w taki sam sposób jak krowy czy kurczaki u nas.

Po drugie wiele osób nie zdaje sobie sprawy z różnicy życia zwierząt hodowanych wielkoprzemysłowo od niewielkich, przydomowych hodowli. Przykładowo krowa w takiej wielkiej hali żyje średnio 6 lat. Normalnie, w warunkach przydomowych, dożywałaby kilkunastu. Brojlery natomiast dożywają zasłużonych... 6 tygodni. Po tym czasie, gdy dostatecznie przybiorą na masie, zostają wysyłane do rzeźni gdzie kończą swój żywot. Warunki życia również pozostawiają wiele do życzenia. Jednak jest to temat na inną notkę. Mnie osobiście przeraża sposób utrzymania "prawidłowego dobrostanu" w ogromnych hodowlach. Chociażby nioski nigdy, przez całe swoje życie, nie mają sprzątane w klatkach. Nigdy. Ludzie jednak uważają, że każdy stara się im w tym miejscu zapewnić jak najlepsze życie. Jednak koszta jakie musieliby ponieść hodowcy są zbyt wielkie. Nie patrzą oni na zwierzęta tylko numerki oraz liczby, które dają. Życie w takim miejscu jest dalekie od przyjemnego.

Po trzecie ludzie przypisują zwierzętom hodowlanym niewiele ludzkich cech. Nie łączą ich życia oraz odczuć z bólem, cierpieniem czy strachem, a także instynktem macierzyńskich bądź radością. Nie potrafią dostrzec, że ssaki są zdolne do takiej samej palety uczuć. A przynajmniej na podobnym poziomie. Im bardziej człowiek jest w stanie "wczuć się" w zwierzę, tym bardziej się przywiązuje. Widząc i obcując ze zwierzętami domowymi, dostrzega zmiany nastroju oraz emocji. Identyfikuje się wtedy z nimi, zbliżając inny gatunek bliżej ludzkiego. W ten sposób wypiera możliwość zjedzenia takiego zwierzęcia.

Wydaje mi się, że to główne powody, dla których jedne kochamy, a drugie krzywdzimy. Jednak nie wyjaśnia to oburzenia przy zabijaniu waleni, tygrysów czy innych ssaków. Nie mamy ich u siebie w domu, a jednak na wieść o kłusownikach większość osób się burzy. Wydaje mi się, że chęć jedzenia mięsa konkretnych gatunków jest głęboko zakorzeniona w kulturze danej nacji. Od wieków zjadanie chociażby świń było czymś naturalnym, więc ludzie nie potrafią z tego zrezygnować. Gdzieś z tyłu głowy siedzi im, że bez tego nie są w stanie przeżyć. Jest to błędne myślenie, lecz temat ten poruszę przy kolejnej notce niezwiązanej ze studiami.

A Wy? Jak myślicie? Skąd bierze się to zjawisko kochania jednych, a jedzenia drugich? Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii.

20 lipca 2017

Praktyki hodowlane po drugim roku studiów



Witam wszystkich!

Dzisiaj notka podsumowująca pierwsze obowiązkowe praktyki, które odbyłam w Ośrodku Hodowli Zarodowej w Dębołęce. Mam nadzieję, że przyda się przyszłym studentom drugiego roku :)

Pewnego dnia w okolicach listopada bądź grudnia na tajemniczej tablicy za szybą obok dziekanatu zawiśnie napisana odręcznie karteczka. Będziecie przez dłuższy czas się męczyć, by ją odszyfrować. Po pewnym czasie wyłonią się z niej informacje odnośnie miejsc praktyk. Tak, miałam ogromny problem z początku, by odczytać nazwy miejscowości :D.

Po jakimś miesiącu od tego momentu zostaniecie zaproszeni przez doktora, który sam napisał tę karteczkę, by przedyskutować z nim miejsce gdzie chcecie odbywać praktyki i w jakim terminie. My dowiedzieliśmy się nagle w połowie wykładu z fizjologii, że to właśnie ten czas i przez trzy dni kolejka do wejścia była tak zatrważająca... Musicie przygotować się na pogadankę odnośnie waszego miejsca zamieszkania oraz korzeni. Mniej więcej rozmowa ustalania terminu praktyk oraz ich miejsca trwa około czterdziestu minut. Wchodzi się w grupce, która postanawia jechać razem.

W zależności od miejsca można jechać samodzielnie, w parach, trójkach bądź nawet czwórkach. Ja wybrałam miejsce pozwalające na cztery osoby, ale ruszyłyśmy we trzy ku przygodzie ;). Większość miejsc to ośrodki zajmujące się hodowlą bydła. W niektórych poza nim mogą znajdować się owce bądź konie. Chyba trzy miejsca nie miały nic wspólnego z bydłem. Mi zależało na zwierzętach dzikich, lecz nie było takiej możliwości. Nie chciałam się jednak wykłócać, więc wybrałam standardowo samo bydło ;)

Gdy minął czerwiec i ostatni egzamin był za mną (PS. dostałam info, że zdane WSZYSTKO! oficjalnie wolny wrzesień :D) spakowałam się i ruszyłam z dziewczynami do Dębołęki. Wzięłyśmy najgorsze ubrania do pracy, kalosze oraz worek prowiantu (te miejsce nie zapewniało posiłków). Gdy dojechałyśmy przywitała nas typowa wieś z ogromnym gospodarstwem.

Nie będę się tutaj rozwodzić dokładnie jak u nas to wyglądało (w sensie godziny pracy itp), ponieważ miejsc było całe mnóstwo i różnią się one między sobą. Jednak jak macie jakieś pytania to oczywiście śmiało w komentarzu, zawsze odpisuję :)

Moimi głównymi obowiązkami w gospodarstwie było karmienie cielaków (do pierwszego miesiąca życia), nauka doju bańkowego, asysta przy porodach, obserwacja zwierząt, uczestniczenie w pracy lekarzy weterynarii czy prowadzenie zwierząt na terenie gospodarstwa (od obory do hali udojowej, z powrotem, na pastwisko, do innej obory itp). Ja jedyne co pamiętam poza pracą to wstawanie na zmianę, potem sen po niej, wstawanie na kolejną, znowu sen itd. :D

Nie mając wcześniej styku z bydłem nauczyłam się nie bać tych zwierząt. Chociaż miałam przed sobą zwierzę ważące dziesięć, a nawet więcej, razy tyle co ja podchodziłam do niego, głaskałam, dotykałam, podłączałam dojarkę, robiłam zastrzyki domięśniowo czy łapałam gdy próbowało uciec ;). Niemal 80-kilogramowe byczki przytrzymywałam za szyję i siłowałam się z nimi, by reszta kumpli z boksu mogła wypić do końca swoje mleko.

Dzięki tym praktykom dowiedziałam się jak funkcjonuje takie gospodarstwo i na co trzeba zwracać uwagę. Nabrałam sporej odwagi do zwierząt hodowlanych. Poznałam też strukturę pracy w takim miejscu i nauczyłam się, że nawet niewielka ranka może doprowadzić do wielu nieprzyjemności (tak, byłam na SOR :D lekkie otarcie od kalosza zakończyło się bardzo silnym zakażeniem rany). Ogólnie przygód, w tym również jednej bardzo niemiłej (samochód niestety w Łodzi w serwisie troszkę posiedzi :() miałam pod dostatkiem :)

Wrzucam kilka zdjęć z praktyk :) Po resztę zapraszam na swój fanpage :)











PS. Mam jeszcze mini pytanie! Szukam oczywiście porady :) Myślałam nad założeniem konta na YouTube gdzie będę umieszczać filmiki związane ze zwierzętami, pracą z nimi, ale nie tylko. W najbliższym czasie czeka mnie kilka wyjazdów do egzotycznych miejsc (np. za niecały miesiąc wylatuję do Wietnamu) i może zrobię jakieś filmiki o największych atrakcjach tamtych rejonów. Nie jestem przecież tylko osobą, która się ciągle uczy :D A w sumie fajnie byłoby się z Wami tym podzielić, a sobie zrobić w pewnym sensie jakąś pamiątkę. Lubię wracać do starych postów na blogu, więc do starych filmików też na pewno bym wracała. Co o tym myślicie? :)

Miłych wakacji wszystkim życzę po raz kolejny! :)

15 czerwca 2017

"Wybrane elementy żywienia a problemy zdrowotne krów mlecznych" - recenzja




Witam Was!
Zanim przejdę do głównej recenzji chciałabym podziękować Wam, czytelnikom, za to że jesteście. To dzięki Wam dostałam możliwość recenzowania książek weterynaryjnych wydawnictwa MedPharm. Jestem osobą, która bardzo lubi zdobywać nową, dodatkową wiedzą, tak więc ta przygoda jest dla mnie czymś zarówno kształcącym jak i przyjemnym.

Przejdźmy więc do recenzji :)


Tytuł: Wybrane elementy żywienia a problemy zdrowotne krów mlecznych
Autor: Marian Kuczaj, Jerzy Preś
Wydawnictwo: MedPharm
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 175



Zacznijmy od tego, że jestem osobą pochodzącą z miasta, a dokładniej z Warszawy. Przed pójściem na weterynarię miałam zerowe pojęcie o karmieniu zwierząt hodowlanych. Nie rozróżniałam zbóż od siebie, a słowo "kiszonka" było dla mnie czymś abstrakcyjnym. Od początku tego roku zaczynałam jednak powoli nadrabiać zaległości.

Na chowie dowiedziałam się o istnieniu wielu ras bydła (tak, krowa to nie nazwa gatunku jak myślałam :D), owiec czy trzody chlewnej. Poznałam takie słowa jak buhaj czy knur. Dla osoby z miasta było to coś nowego, ponieważ moi znajomi spoza dużych miejscowości odnajdywali się w tym bardzo dobrze. Ja za to znałam wszelkie rasy psów, kotów czy potrafiłam opowiadać o prawidłowym żywieniu tych zwierząt. Wiedziałam jednak, że muszę nadgonić "hodowlane wiadomości", by po prostu wykorzystywać studia jak najbardziej.

Przedmiotu o nazwie żywienie obawiałam się od początku, ponieważ miałam o tym zerowe pojęcie. Jednak takich osób jak ja było sporo więcej. Dzięki ćwiczeniom dowiedziałam się czym jest białko ogólne, sucha masa, lotne kwasy tłuszczowe czy owa kiszonka. Mogłam też na żywo zobaczyć zboża i uczyć się ich rozróżniania. Mając więc ogólną wiedzę, naprawdę bardzo ogólną, z zakresu żywienia postanowiłam, że chętnie przeczytam tę pozycję.

Na początku było trudno z powodu wielu informacji docierających z każdej linijki. Musiałam co chwila posiłkować się wykazem skrótów na początku książki, by łapać o czym dokładnie czytam. Jednak po kilku stronach wpadłam w ten rytm i zaczęłam wyciągać z tego coraz więcej. Moja wiedza, którą posiadłam podczas tego semestru, wystarczyła bym rozumiała badania oraz wnioski autorów oraz badaczy.

Książka ta zawiera kompendium niezwykle przydatnych informacji. Jest miejscem zebrania badań naukowców na temat krów mlecznych oraz wpływu żywienia na ich stan zdrowia. Pozycja rozpoczyna się zależnością podaży różnych składników (suchej masy, białek, tłuszczy, lotnych kwasów tłuszczowych itp.) a pobieraniem paszy, strawnością czy wydajnością mleczną. Jest to rozbite na najmniejsze części, np. aminokwasy oraz ich procentowy wpływ na całą krowę. Dowiedziałam się, że mydło wapniowe oleju palmowego jest źle tolerowane przez bydło, a także wpływa na spadek pobierania paszy.




W książce przeczytamy również o źródłach składników pokarmowych. Dowiemy się na temat ich wpływu na powstawanie mastitis, walki z ketozą czy o chorobach metabolicznych bądź kwasicy żwacza. Wiele stron zostało poświęconych okresowi zasuszania. Jest ono niezwykle istotne zarówno zdrowotnie dla bydła jak i finansowo dla hodowców. Autorzy skupiają się również na ekonomicznym aspekcie hodowli krów mlecznych. Oczywiście to nie wszystko, lecz nie będę zdradzała treści całej książki;) Ale powiem, że naprawdę warto!




Książka jest napisana przejrzyście. Widnieją tutaj z daleka widoczne, pogrubione tytuły, które wyróżniają się podczas przeglądania kartek. Autorzy umieścili też schematy i tabelki. To porządkuje wiedzę oraz ułatwia sprawdzanie informacji w przypadku jakiś wątpliwości. Na samym końcu znajdują się normy żywienia krów. Gdybym wiedziała o tym przed układaniem dawki żywieniowej na ćwiczeniach o wiele krócej bym nad tym siedziała ;)





Książka jest kompendium dla każdego zainteresowanego żywieniem zwierząt. Napisana językiem na średnim poziomie trudności. Podstawy z zakresu żywienia jednak w zupełności wystarczą, by ją zrozumieć. Ja, osoba pozbawiona prawie całkowicie wiedzy na temat, dałam sobie radę ;). Polecam każdej osobie chcącej w przyszłości zajmować się paszami bądź bydłem mlecznym!


Mam nadzieję, że spodobała Wam się pierwsza recenzja :) Następna książka zabierze mnie do psów i kotów gdzie będę uczyć się je diagnozować :)

11 czerwca 2017

Dziecko a zwierzę - przyjaźń od kołyski



Witam!
Dzisiaj postanowiłam napisać notkę na temat posiadania zwierzaka przy jednoczesnym urodzeniu oraz wychowywaniu małych dzieci. Siedzę na różnych grupach Facebook'owych poświęconych psom i kotom. Pytania o tym jak przyzwyczaić zwierzę do przyjścia nowego członka rodziny czy kupowaniu bądź adopcji gdy jest małe dziecko przewijają się dość często. Zainspirowało mnie to do napisania tej krótkiej notki :)


MAM JUŻ PSA/KOTA

Jak przyzwyczaić nasze zwierzę do pojawienia się nowego członka rodziny:

  • proces ten powinien pojawić się kilka miesięcy przed rozwiązaniem
  • każdą zmianę należy wprowadzać stopniowo, a nie wszystko na raz, by pupil miał czas się do tego przyzwyczaić
  • niewielkie ograniczenie czasu również pomoże, by w przyszłości te momenty móc przeznaczyć na niemowlę czy małe dziecko; nagłe zmniejszenie uwagi będzie czynnikiem stresującym dla psa bądź kota
  • jeżeli nie chcemy, by pies wchodził na kanapy/do pokoju przyszłego członka rodziny uczymy go za pomocą komend oraz nagród pewnych zakazów :) dobrze wprowadzać to sporo wcześniej, ponieważ nagłe zatrzaśnięcie drzwi przed zwierzęciem może wprowadzić niepokój w mieszkaniu
  • powinno się zwrócić uwagę na to czy pies chętnie gryzie rzeczy porzucone na ziemi. Jeżeli tak to należy go tego oduczyć, by późniejsze zabawki naszego dziecka czy smoczek nie stały się nagle kolejną gryzawką pupila :)
  • wiele osób decyduje się na zakup lalki wydającej odgłosy, by przy zwierzaku wykonywać proste czynności, np. karmienie, przewijanie czy tulenie; ma to na celu przyzwyczajenie do obecności istotki pochłaniającej czas rodzica, a także obserwację codziennych czynności, które pochłoną nam większość czasu
  • przy kotach zaleca się dzielenie rzeczy na pół - kupujesz dla dziecka zabawkę to musisz obdarować również swojego futrzaka ;)
  • przed pojawieniem się dziecka koniecznie udaj się do weterynarza, by wykluczyć wszelkie choroby (pasożyty, choroby skóry itp), by nie narazić nowego członka rodziny na spotkanie z patogenami
  • przed przyprowadzeniem dziecka do domu po narodzinach dobrze jest przynieść jakieś ubranko bądź chusteczkę z zapachem nowego domownika, co pozwoli zminimalizować stres zwierzęcia

Uwaga!

Jeżeli zaobserwowałeś/aś zmiany w zachowaniu kota bądź psa po pewnym czasie od pojawienia się dziecka, udaj się koniecznie do lekarza weterynarii. Często z powodu stresu dochodzi do obniżenia odporności naszego zwierzęcia przez co mogą pojawić się problemy ze zdrowiem. Sikanie kota poza kuwetą, niepokój podczas snu czy apatia jest objawem choroby, a nie złośliwości.




PLUSY ADOPCJI BĄDŹ KUPNA ZWIERZĘCIA GDY JEST DZIECKO

  • ucz dziecka odpowiedzialności - zwierzę to nie zabawka. Adopcja zwierzęcia powinna być długo przemyślaną decyzją. Dzięki posiadaniu psa dziecko nauczy się obowiązków takich jak wyprowadzanie na spacer, karmienie czy sprzątanie kuwety. Pozwoli to na zrozumienie czym jest odpowiedzialność, wpłynie też na podział zajęć w domu
  • ucz dziecka wrażliwości - zwierzę potrafi nauczyć człowieka od najmłodszych lat szacunku do innych istot. Pokazując że coś boli, a coś można robić bez zahamowań wpajamy maluchowi granice w interakcjach. Pojawia się wtedy też miłość do zwierząt, która często ma przekład na życie
  • ucz dziecka przyjaźni - zwierzę i maluch to często rosnąca przyjaźń od kołyski. Dzięki temu będzie miało one poczucie oparcia, a także kompana do codziennych zabaw
  •  ucz organizm dziecka odporności - zabawy z psem i kotem to większe narażanie na patogeny, lecz ma to pozytywny wpływ. Nabierają one odporności, rzadziej cierpią na alergie czy choroby takie jak astma

Mam nadzieję, że notka się przyda wszystkim, którzy mają dzieci bądź planują je mieć, a posiadają w swoich czterech ścianach futrzanego pupila ;)

6 maja 2017

Miłość do zwierząt - geneza



Hej!
Do napisania kolejnej notki natchnęła mnie sobotnia wycieczka do parku. Usiadłam na ławce i przez kilka godzin wpatrywałam się w latające i pływające ptaki oraz biegające radośnie psy. Poza tym rozmawiałam na temat tzw. dobroci serca. Doszliśmy do wnioski, że miłość do zwierząt bierze się właśnie z tej dobroci i vice versa. Te dwie rzeczy są ze sobą powiązane. Oczywiście dobroć serca ma również inne "objawy", ale jednym z fundamentalnych jej podstaw jest ciepłe podejście do futrzanych, i nie tylko takich, zwierząt.

Gdy rozmawiam z ludźmi z weterynarii, kierunków pokrewnych bądź po prostu wielbicieli innych stworzeń, widzę bijące od nich dobro. Może miałam szczęście i spotkałam właśnie takich ludzi na swojej drodze, ale wyczuwam pewną zależność. Często wśród nich są osoby aktywnie zaangażowane w pomoc społeczeństwu bądź przyrodzie. Sama chcę walczyć dla tych, których głos niknie przy szeleście pieniędzy. Pisałam jednak o tym w innym poście (Krąg Życia).

Zaczęłam się zastanawiać skąd wzięła się u mnie miłość do zwierząt, a także wypracowanie pewnych zachowań oraz priorytetów w moim życiu. Musiałam na pewno dojrzeć, by swoje kroki skierować w kierunku jaki obrałam dwa lata temu. Bałam się, bałam się jak cholera o pracę po tych studiach. O swój przyszły status finansowy. O zapełnienie rynku. Głowiłam się długo czy powinnam podążać tutaj, czy jednak iść na lekarski. Była to trudna decyzja z tego powodu, że na każdym z nich czułabym się spełniona.

Jednak, widząc nieszczęście zwierząt i ciągle powiększającą się liczbę gatunków zagrożonych wyginięciem, postanowiłam iść w kierunku w moim odczuciu cięższym. Nie wiem jak z nauką, bo zapewne na lekarskim jest tego więcej z powodu bardziej rozwiniętej medycyny ludzkiej niż zwierzęcej. Nie tutaj widzę trudność. Ciężkość tej decyzji była związana ze wszystkimi obawami jakie mi towarzyszyły od połowy liceum. Co jeżeli nie znajdę pracy w zawodzie po niezwykle wymagających, prawie sześcioletnich studiach? Co jeżeli finansowo będę nadal uzależniona od innych pomimo posiadanej pracy?

Postanowiłam jednak zaryzykować i walczyć o swoje marzenia oraz chęć pomocy zagrożonym, dzikim gatunkom. Wierzę w siebie. Wierzę w swoje zdolności oraz determinację do osiągnięcia swojego celu. Po prostu w mojej głowie brzmi tylko jedno zdanie - nie ma bata, musi ci się udać! Z tą determinacją prę do przodu na studiach.

Jednak, by dojść do tego miejsca w którym jestem, najpierw musiałam zakorzenić w sobie tę cząstkę miłości do zwierząt, która popchnęła mnie do podjęcia ryzyka. Zaczęłam zastanawiać się skąd wzięło się to coś we mnie, co ukształtowało takiego, a nie innego człowieka.

Podejrzewam, że największy wpływ na to mieli moi rodzice. Od najmłodszych lat starali się mnie "zespolić" z naturą. Często brali mnie na wycieczki do lasów. Oglądaliśmy razem zwierzęta w dzikiej naturze jak i parkach zoologicznych. Kupowali mi atlasy ze zwierzętami oraz kasety VHS na temat życia i rozwoju ssaków. Stymulowali mnie do pokochania zwierząt. Od zawsze uczyli mnie również szacunku do nich. Tłumaczyli, że zwierzęta to nie zabawki, a czujące istoty. Ja z biegiem czasu coraz bardziej to dostrzegałam, aż "wyprzedziłam" rodziców i ostatnio zostałam nazwana eko-świrem ;). Jednak nie przeszkadza mi to, a tylko bardziej pokazuje mi i utwierdza w przekonaniu, że jestem w odpowiednim dla mnie miejscu.

Poza tym od dziecka zbierałam wszystko co się rusza z ulicy do mieszkania. Rodzice pozwalali mi to trzymać, ale oby na balkonie żeby się nie rozeszło. Hodowałam więc ślimaki, żaby, mrówki i inne cuda, które udało mi się znaleźć. Dla dziecka była to niesamowita frajda.

Ponadto miłość i fascynację do zwierząt mam również we krwi. Mój ojciec zajmuje się fotografią dzikiej natury. Pamiętam jak chodził ze specjalną płachtą do kamuflażu w las, by móc zrobić zdjęcie sarenek z bliska. Potrafił godzinami chodzić po łąkach, by uchwycić przelatującego bażanta. Zdjęcia zwierząt, a przede wszystkim ptaków, zajmowały większość dysku na komputerze. Ostatnio zafascynował się fotografią owadów, więc śledzę jego postępy.







Jeżeli jesteście zainteresowani innymi zdjęciami to zapraszam: Fanpage (Facebook) Założył w zeszłym tygodniu w końcu po wielu latach próśb, więc dużo tam jeszcze nie ma, ale codziennie chodzi i fotografuje ;)


***

Wydaje mi się, że to miało decydujący wpływ na ukształtowanie pewnych cech mojego charakteru. Oczywiście środowisko również się do tego przyczyniło. Otaczając się osobami podobnymi do mnie, jeszcze bardziej to rozwijałam w sobie. Staram się jednak znaleźć równowagę i nie popadać w zbytnią skrajność. Chcę podążać swoją ścieżką, ale również cieszyć się życiem oraz przyziemnymi sprawami. Jestem po prostu młodą, niską dziewczyną, która ma marzenie uratować jak najwięcej zwierząt i zagrożonych gatunków :)

A u Was? Skąd wzięła się miłość do zwierząt? :)

17 kwietnia 2017

Krąg Życia, czyli wszyscy jesteśmy Jednością



Witam wszystkich!
Do napisania tej notki zainspirowała mnie piosenka z "Króla Lwa", bajki mojego dzieciństwa i jednej z ulubionych Disney'a. Jestem osobą, której natura jest bliska. Moim marzeniem jest ochrona dzikich zwierząt poprzez leczenie ich i działanie wraz z takimi organizacjami jak WWF czy Peta. Nie mam pojęcia czy te pragnienie się spełni, ale głęboko wierzę w to, że ciężką pracą i determinacją do tego dojdę. W razie co mam dwa plany awaryjne w głowie, ale to jedno jest tym upragnionym, wyśnionym. Może się uda i będę robić w życiu to co kocham i przeżyję je w sposób dla mnie najbardziej produktywny i pasjonujący?

Od dziecka interesowałam się zwierzętami afrykańskimi, zagrożonymi gatunkami z odległych krajów takich jak Kanada, Chiny czy Brazylia. Oglądałam i oglądam do teraz wszelkie dokumenty przyrodnicze o dziko żyjących ssakach. Staram się dowiedzieć jak najwięcej o ich życiu oraz wpływie człowieka na ich liczebność. Moją miłością są walenie, kotowate, psowate oraz wielkie ssaki lądowe. Jednak kocham tak naprawdę wszystko co się rusza i nie jest owadem czy pajęczakiem. Pod koniec wakacji mam zamiar zrobić swój pierwszy tatuaż - finwala na żebrach. Obym się nie rozmyśliła! Jednak nie to jest tematem moich przemyśleń przy wielkanocnym stole.


Czym dla mnie jest Krąg Życia?


Każdy żywy organizm, czy to zwierzę, człowiek czy roślina, rodzi się i umiera. Jego istnienie w tym ułamku sekundy dla Ziemi ma wpływ na resztę. Mogą być to pozytywne relacje jak przy istnieniu bąkojadów i nosorożców. Nawzajem pomagają sobie, chociaż są odrębnymi gatunkami, a nawet gromadami. Jeden jest najedzony, a drugi oczyszczony i zdrowy. Wpływ organizmów na siebie samych może być również negatywny. Przykładem jest wilk i ryś. Konkurują o pokarm, miejsce bytu czy rozwój. Wiedzą, że jedzenia jest zbyt mało, by mogli w wielu jednostkach żyć razem na jednym terenie.

Współistnienie, konkurencja, wspieranie czy współdziałanie istniało na świecie od zawsze i wprowadzało harmonię na świecie. Pozwalało zachować umiar w przyrodzie, balans we wszechświecie. Śmierć jednostki pozwalała wyżywić się mięsożercom, dżdżownicom bądź innym organizmom. Narodziny natomiast umożliwiały przetrwanie gatunków. Istnienie, w tym nasze ludzi, było czymś potrzebnym. Każdy miał własne zadanie, które wypełniał podczas życia oraz po śmierci.

Niestety rozwój cywilizacji zachwiał tę równowagę. Masowe zabijanie w ubojniach, wycinanie i palenie terenów milionów istnień, ludobójstwa bądź handel surowcami takimi jak kły czy rogi doprowadziło do niepewności istnienia. Człowiek rozpoczął proces prowadzący do zagłady gatunków i Ziemi. Często zadaję sobie pytanie czy nie jest już za późno? Czy jesteśmy w stanie powrócić równowagę na Ziemi, czy ludzka żądza posiadania wszystkiego sprowadzi klęskę?



Serce mi się łamie gdy słyszę o kolejnych bezsensownych śmierciach zwierząt. Gdy słyszę o ubojniach gdzie zwierzęta są traktowane gorzej niż śmieci. Gdy kolejny raz widzę filmik o psie doprowadzonym do takiego stanu, że sama już nie wierzę w jego uratowanie. Mam łzy w oczach gdy widzę zdjęcia palonych lasów, przerażonych zwierząt, bólu i cierpienia. Czuję również złość i bezsilność, widząc toczące się na świecie wojny, głód i skrajne ubóstwo. Dzieci z pękatymi brzuszkami od głodu. Schorowanych starych ludzi, umierających w samotności i zapomnieniu. Matki bite i katowane na oczach dzieci, ale mieszkające w takich krajach, że ucieczka jest praktycznie niemożliwa. To wszystko dzieje się teraz, w tej chwili i wiem, iż nie mam na to wpływu. Bezsilność staje się wtedy jeszcze gorsza.

Wiele osób w tej chwili zasugeruje mi po prostu ukrycie takich filmików na Facebooku, odwrócenie wzroku. Jednak ja usilnie będę patrzeć dalej. Chcę wiedzieć. Chcę być świadoma tego wszystkiego. Dzięki temu mam siłę, by walczyć i być może oddać cząstkę siebie, by uratować jedno życie, poprawić byt jednej rodzinie, wspomóc jeden cel.

Kiedyś byłam rozdarta pomiędzy lekarskim a weterynarią. Czułam, że pomagając, spełnię się w obu zawodach. Kręciła mnie kardiochirurgia jednak wiedziałam, iż taka misja jak wyjazd do Afryki bądź Azji to byłoby to, po którym powiedziałabym "Tak, jestem z siebie dumna. Zrobiłam wszystko co w mojej mocy i pomogłam. Te osoby mogą żyć i funkcjonować dalej. Udało mi się zachować swoją rolę w Kręgu Życia i być Jednością ze światem".

Jednym z takich fundamentalnych teledysków, które w sumie niczego nie wnoszą, ale mnie osobiście ruszają, jest ten cover:


Taka harmonia, bez względu na kolor skóry czy obyczaje, jest równowagą, którą pragnęłabym na świecie. Wiem jednak, że to nigdy nie nastąpi przez konfliktowość naszego gatunku, niemożliwość pogodzenia interesów czy skrajność poglądów. Jednak ja jestem osobą bardzo otwartą na innych, wyrozumiałą i nieoceniającą. Jest to zarówno moja zaleta jak i wada.

Jednak koniec końców wybrałam weterynarię. Postanowiłam być
Głosem tych, którzy nie mogą mówić.
Głosem tych, którzy cierpią i nie potrafią tego przekazać.
Głosem tych, którzy w sposób barbarzyński są zabijani przez kłusowników.
Głosem tych, którzy tracą swoje domy czy matki w bezsensownej pogoni za jeszcze większym bogactwem.
Głosem tych, którzy wymierają.

Postanowiłam pomóc zwierzętom,których życie w wielu przypadkach zależy od nas, ludzi. Nie wiem czy według innych jestem odpowiednim do tego człowiekiem, ale w głębi serca czuję, że tak. Pragnę uświadamiać, edukować, leczyć i walczyć o każde istnienie, które cierpi. Wiem, że psio-kocich weterynarzy jest bardzo duży. Moje oczy spoglądają w dal, na zwierzęta dzikie, wolno żyjące, ale również potrzebujące pomocy. Zagrożone pożarami, kłusownikami i atakami nieświadomych ludzi. Podziwiam VetAway za jej odwagę oraz upór w dążeniu do celu. Kibicuję z całego serca, bo wiem, że w wielu kwestiach się zgadzamy i zmierzamy ku temu samemu. A przynajmniej nasze drogi podążają w podobnym kierunku.

W jaki sposób przywrócić równowagę w swoim otoczeniu?



Zastanawiałam się od dłuższego czasu w jaki sposób człowiek może przywrócić równowagę w swoim otoczeniu. Tak, by wrócić do swojego naturalnego rytmu bez powrotu na łono natury. Nie chodzi przecież o to, by się cofnąć w rozwoju, lecz zacząć żyć w zgodzie z otaczającym nas światem. Doszłam do wielu wniosków i przytoczę kilka. Jeżeli masz więcej pomysłów zapraszam do komentowania. Może ten post pomoże chociaż jednej osobie, dzięki której świat o te jedno istnienie stanie się piękniejszy.

MEDYTACJA I JOGA


Poprzez medytację oraz jogę jesteśmy w stanie przywrócić spokój naszemu duchowi. Podczas ćwiczeń nasze myśli mogą skupiać się na wyciszaniu i odnajdywaniu prostych rozwiązań naszych problemów. Nasze ciało w tym czasie odnajduje stabilizację oraz swoje centrum. Ćwiczy prawidłowy oddech i postawę. Podczas całkowitego wyciszenia organizmu skupiamy się na sobie. Bardzo często jogini są osobami starającymi się żyć w zgodzie z naturą. Ścieżka odnajdywania równowagi w sobie pomaga w przywróceniu stabilizacji ze środowiskiem. Nawet krótka chwila w tygodniu na medytację bądź jogę pomoże zbliżyć się do naszego naturalnego nurtu życia.


NIESIENIE POMOCY


Pomoc drugiej istocie również jest jedną z fundamentalnych podstaw przywrócenia równowagi w naszym otoczeniu. Myślałeś kiedyś nad wolontariatem, ale nie byłeś pewien? Śmiało! Zawsze przyda się dodatkowa para rąk, która pomoże, ukoi, przyniesie spokój. Może poczujesz się lepiej pomagając staruszce wnieść zakupy po schodach, ustępując miejsca kobiecie z małym dzieckiem czy zabierając ranne zwierzę do azylu? Pomoc, nawet najdrobniejsza, powoduje rozszerzenie naszego istnienia. Jeden gest zmienia coś w życiu kogoś innego. Bez względu czy to człowiek czy zwierzę. Naszym jednym ruchem możemy pomóc, odciążyć, przywołać uśmiech na twarzy. Drobne uczynki przywracają naszą potrzebę bycia Jednością z otaczającym światem. Pomaga to przywrócić harmonię w nas samych i naszym otoczeniu.


OCHRONA PRZYRODY


Segregowanie śmieci, brak zanieczyszczania lasów czy wybieranie komunikacji miejskiej zamiast samochodu pomaga chronić naszą przyrodę. Człowiek musi pamiętać, że nie jest jedynym gatunkiem zamieszkującym planetę. Starajmy się dbać o to co nas otacza. Nie pozwólmy walać się śmieciom tam gdzie nie powinny. Nie wyrzucajmy zanieczyszczeń do wód czy lasów, które zamieszkują dziko żyjące zwierzęta. Nie niszczmy drzew. Nie wyrywajmy bezsensownie roślin. Nie depczmy trawników skoro obok jest chodnik. Tak niewiele trzeba, by przyczynić się do ochrony tego co nas otacza. Bo to co znajduje się wokół nas to nasz świat. Jesteśmy z nim połączeni, chociaż przez rozwój cywilizacji wypieramy to z siebie. Zatrzymajmy się, rozejrzymy wokół siebie i pomyślmy. Czy za ileś lat chcemy zapomnieć powoli widok dzikiej natury? Czy walające się śmieci mają być codziennością? Czy dewastowanie natury jest tym co słuszne?


ŚWIADOMY HANDEL I KONSUMPCJONIZM


Gdy kupujemy jedzenie, zastanówmy się nad tym skąd ono pochodzi i jak zostało stworzone. Nie będę tutaj namawiać do wegetarianizmu, lecz rozsądnych zakupów. Czasem może lepiej kupić mięso z ekologicznych ferm, gdzie zwierzęta żyją w miarę humanitarnych warunkach, a przez resztę dni jeść warzywa i owoce? Lepiej kupić coś droższego, ale rzadziej, niż przyczyniać się do masowego uboju. Zamiast codziennie posilać się mięsem, można to robić sporadycznie. Jest to zarówno zdrowsze dla organizmu jak i dla samego środowiska.
Nie należy również wspierać bezsensownej turystyki (m.in. jeżdżenie na słoniach czy fotografowanie się z młodymi tygrysami), kłusownictwa czy handlu futrem. Nie żyjemy już w czasach gdy bez tego zamarzamy. Takie rzeczy są dla mnie osobiście obrzydliwe. Noszenie na sobie zwłok, niczym trofeów, świadczy sama już nie wiem o czym. Jest to upadlanie się. Jestem stanowczo przeciwna!


To są moim zdaniem jedne z podstawowych norm do przywrócenia równowagi. Od tego należałoby zacząć zmianę, by nie doprowadzić do upadku naszej planety i pomóc jej. W końcu istnienie każdego, nawet najdrobniejszego organizmu, ma wpływ na świat. Niektórych większy, innych mniejszy, ale nie jesteśmy nic nie warci. Kiedyś nasi przodkowie to rozumieli. Teraz nasza kolej, by to zrozumieć. Nie pozwólmy odsunąć się tak daleko od natury, bo to ona jest naszą Matką, z której się wywodzimy.

24 marca 2017

Ochrona psów przed kleszczami



Witam!
Rozpoczęły się ciepłe dni. Na drzewach pojawiają się pąki i liście. Wśród traw można znaleźć pierwsze kwiatki. Z rana słychać świergot ptaków. Przyroda budzi się do życia, a wraz z nią niekoniecznie lubiane przez nas pajęczaki, którymi są kleszcze.

Co jednak jest tak strasznego w tych małych stworzonkach, które piją naszą krew? To, że są siedliskiem patogenów, które mogą doprowadzać do niebezpiecznych dla zdrowia i życia chorób. Profilaktyka przeciw kleszczowa jest więc jednym z najistotniejszych działań podczas temperatur sięgających powyżej zera.


CO GROZI PSU

Jako, że jest to blog weterynaryjny, pominę zagrożenia związane z ludźmi, a przejdę do naszych czworonogów. Każdy, kto ma psa, wie że musi z nim wychodzić te trzy razy dziennie. Spacery po łąkach, lasach czy wśród krzewów mogą zakończyć się niechcianym pasożytem. Do czego mogą doprowadzić kleszcze?


BABESZJOZA - powoduje uszkodzenie czerwonych krwinek. Patogeny przebywają w nich i namnażają się intensywnie. Rozpad erytrocytów może doprowadzić do ostrej anemii. Poza tym patogeny powodują uszkadzanie w znacznym stopniu wątroby oraz nerek. Zaburzenia tych narządów prowadzą do żółtaczki, odwodnienia czy niewydolności układu moczowego. Nieleczona babeszjoza jest częstą przyczyną śmierci zwierzęcia. Rozpoczęcie leczenia zbyt późno kończy się często nieodwracalnym uszkodzeniem i dysfunkcją nerek. Taki czworonóg jest skazany na dializy do końca życia, które skraca się gwałtownie.

Typowymi objawami babeszjozy są:
- apatyczność
- brak łaknienia
- wysoka gorączka (w granicach 40 stopni),
- biegunka
- problemy z oddawaniem moczu
- zabarwienie moczu na ceglasty kolor

Pierwszym krokiem lekarza weterynarii powinno być pobranie krwi w celu wykrycia patogenu. Następnie podaje się kroplówki, antybiotyki, sterydy i leki przeciwpierwotniakowe. Doświadczony lekarz praktycznie od razu jest w stanie wykryć chorobę, więc wdraża leczenie przed wynikiem badania laboratoryjnego. Sama byłam kilkukrotnie świadkiem wizyty właścicieli psów ze zwierzętami o typowych objawach babeszjozy. Dzięki szybkiemu wdrożeniu leczenia nastąpiła poprawa, a po kilku dniach całkowite wyleczenie. Zawsze jednak była pobierana krew w celu zdobycia 100% pewności co do obecności patogenu. Testy wychodziły pozytywne.


BORELIOZA - o wiele rzadsza, ale równie niebezpieczna choroba dla psów. Powoduje bolesne zapalenia stawów, a także, chociaż rzadziej, zaburzenia układu krwionośnego, dysfunkcje nerek czy objawy neurologiczne.

Typowymi objawami są:
- pojawiające się kulawizny
- obrzęk stawów
- gorączka
- powiększenie węzłów chłonnych
- apatia

Po kilku tygodniach objawy zanikają, by po pewnym czasie wrócić. Nawrót objawia się ze strony układu nerwowego i krążenia. Badanie krwi wykazuje również ostrą niewydolność nerek.

W przeciwieństwie do ludzi rzadko kiedy na skórze występuje tak zwany rumień wędrujący. Zaczerwienie pojawia się bardzo powoli i jest rozlane.

Leczenie jest długie i bardzo kosztowne. Poza tym nie zawsze skuteczne. Zwierzęta mogą mieć nawracające objawy choroby, pomimo wdrożonego leczenia, dlatego też tak ważna jest profilaktyka.


ANAPLAZMOZA - kolejna choroba przenoszona przez kleszcze. Może prowadzić do niewydolności krążenia, niewydolności wielonarządowej i śmierci. Przyczyną jej wystąpienia mogą być dwa gatunki bakterii. Pierwszy to Anaplasma phagocytophilum, który atakuje granulocyty i powoduje postać granulocytarną. Drugi to Anaplasma platys, który atakuje płytki krwi.

Typowymi objawami są:
- wysoka temperatura
- złe samopoczucie
- bóle stawów
- duszność
- kaszel
- biegunki
- wymioty
- zaburzenia krzepnięcia krwi (objawiające się krwotokami z nosa bądź mocz z domieszką krwi).

Leczenie musi być ukierunkowane wraz z wprowadzeniem antybiotyku.


HEPATOZOONOZA - zakażenie najczęściej następuje z powodu zjedzenia kleszcza przez psa podczas próby pozbycia się go ze skóry. Patogen atakuje kości, wątrobę oraz naczynia włosowate.

Typowymi objawami są:
- powiększone węzły chłonne
- krwista biegunka
- objawy neurologiczne
- przeczulica skóry
- matowienie sierść


JAK ZABEZPIECZYĆ PSA

Jednymi z głównych możliwości zabezpieczenia są regularnie podawane kropelki dostępne w lecznicach weterynaryjnych skraplane na kark zwierzęcia. Poza tym można zainwestować w dobre jakościowo obroży przeciw kleszczowe. W sklepach i lecznicach również zaczynają pojawiać się preparaty w aerozolu, którymi spryskuje się psa.

Przeciwko boreliozie dostępne są szczepionki. Jest to jedna z lepszych metod walki z chorobą. Dzięki temu, nawet przy pojawieniu się patogenu w układzie krwionośnym, pies jest w stanie sam ją zwalczyć, a jeżeli nie to terapia antybiotykowa jest na tyle skuteczna, by nie dochodziło do nawrotów.

Znając objawy chorób, ich negatywny wpływ na organizm i możliwe powikłania, nakłaniam do PROFILAKTYKI czworonogów. Lepiej zapobiegać niż leczyć, ponieważ nierzadko jest to walka z czasem. Życie naszego przyjaciela jest warte o wiele więcej niż zakup potrzebnego środka, który uchroni go przed bólem, stresującym, długim leczeniem, a nawet śmiercią.

6 marca 2017

Mleczaki, zęby stałe - wypadanie zębów u psów i kotów




Hej!
Po dzisiejszej rozmowie z koleżanką w drodze do domu z uczelni, postanowiłam napisać krótką notkę na temat wymiany zębów u psów i kotów. Stomatologia nie jest raczej dziedziną, która jakoś mocno mnie kręci, ale chcę rozwijać się na wielu płaszczyznach, by koniec końców podjąć decyzję co dokładnie chcę robić ze swoim życiem ;). Tak więc dokształcam się wszędzie gdzie tylko jestem w stanie. Do pełnej, świadomej i dojrzałej decyzji daję sobie czas do połowy czwartego roku. Wtedy nie ma przebacz i mocno prę w upragnionym kierunku.


A teraz przejdźmy do podstawowej wiedzy każdego właściciela czworonoga, którą zdobywa na którymś etapie swojego życia. Czyli o wymianie zębów szczeniaków i kociaków słów kilka.


PIES

U szczeniaka pierwsze zęby wyrastają w pełni około szóstego tygodnia życia. Są to powszechnie znane mleczaki, które w groźnej, małej szczęce za długo nie posiedzą :). Jest ich 28, a schemat wygląda następująco:

313 || 313

co oznacza, że szczeniak posiada trzy siekacze, jeden kieł i trzy przedtrzonowce na połówce łuku zębowego, a na całym sześć siekaczy, dwa kły i sześć przedtrzonowców. Podsumowując na górze ma czternaście zębów i tyle samo na dole :)
Między czwartym, a siódmym miesiącem życia następuje wymiana, która powinna zakończyć się w okolicach ósmego miesiąca. Przez ten okres należy bacznie obserwować zęby naszego pupila (przynajmniej raz w tygodniu), by ocenić prawidłowość zgryzu oraz brak podwójnych zębów. Po zakończeniu procesu wzrostu należy udać się do weterynarza, by fachowo ocenił stan uzębienia zwierzaka :)

Prawidłowy zgryz naszego psa to tzw. zgryz nożycowy. Siekacze górne nachodzą na dolne w taki sposób, że dolne zęby mają styk z tylną stroną zębów górnych. Bardzo podobnie jak u nas :)

Nieprawidłowy zgryz naszego pupila to możliwe wystąpienie przodo- lub tyłozgryzu. Wtedy też siekacze górne są ułożone nieprawidłowo względem dolnych. Kolejną nieprawidłowością są tzw. zęby cęgowe, w których zęby stykają się idealnie końcami, co prowadzi do nieprawidłowego pobierania pokarmu.

Tyłozgryz

By zapobiec nieprawidłowościom w jamie ustnej przez krzywy zgryz należy uważać na zachowanie naszego podopiecznego - wszelkie szarpanie zabawek może do tego doprowadzić. Tak samo źle zbilansowana dieta jest powodem wad uzębienia. Należy jednak pamiętać, że nawet około drugiego roku życia może dojść do deformacji, więc kontrola zębów powinna być rutynowym badaniem przy wszelkiego rodzaju wizytach u weterynarza (np. podczas szczepienia). W końcu nieprawidłowości prowadzą do bólu i cierpienia naszych czworonożnych przyjaciół!


Schemat zębów u dorosłego psa wykazuje ich obecność w liczbie 42 i wygląda następująco:

3142 || 3143

Oznacza on różnice w łuku górnym oraz dolnym u psów. W łuku górnym znajduje się sześć siekaczy, dwa kły, osiem przedtrzonowców i cztery trzonowce. Natomiast w dolnym wyróżniamy sześć siekaczy, dwa kły, osiem przedtrzonowców i sześć trzonowców. Poza tym siekacze mają swoje specjalne nazwy i idąc od środka w bok wyróżniamy okrajki, średniaki i cęgi. U psa występują również tzw. łamacze, czyli para czwartego przedtrzonowca i pierwszego trzonowca.

Jak widać dorosły pies posiada o 14 zębów więcej niż szczeniak :). Należy jednak bardzo bacznie obserwować czy nie dochodzi do tzw. przetrwałych zębów. Objawia się to brakiem wypadnięcia mleczaka, a wyrośnięciem zęba stałego. Gdy nie dojdzie po pewnym czasie do usunięcia już niechcianego gościa należy umówić się z weterynarzem na wizytę celem jego usunięcia. Obecność podwójnych zębów prowadzi do ich łamania, uszkadzania dziąseł czy zapaleń przyzębia. Poza tym jest jedną z przyczyn nieprawidłowego zgryzu, a tego na pewno nie chcemy :)

A gdzie podziewają się zęby mleczne naszych szczeniaków?
Psy często je połykają, więc nie należy się przejmować brakiem znalezisk w domowym zaciszu. Mojego psa tylko jeden ząb udało mi się zdobyć gdy wypadł mu po prostu podczas zabawy. Reszta przepadła w odmętach jego gardła :)


Zdjęcia mojej koleżanki, które pokazują szczeniaka w trakcie wymiany uzębienia. Można dostrzec podwójne kły, które mam nadzieję, ze się unormują w niedługim czasie :)


Zdjęcie kolejnej koleżanki - zgryz dorosłego psa.


KOT


Proces i nieprawidłowości u kotów zasadniczo nie różnią się zbytnio od psów. Skupię się więc na najważniejszych zmianach :)

Koty również rodzą się bezzębne. Pierwsze mleczaki wyrastają około trzeciego tygodnia i rosną do około szóstego. Po tym czasie kot posiada w swoim uzębieniu 26 zębów, a tak przedstawia się schemat:

313 || 312

Można więc zauważyć już na poziomie mleczaków różnice w łukach zębowych. W górnym znajdują się o dwa przedtrzonowce więcej niż w dolnym. W wieku 3/4 miesiąca następuje wymiana na stałe, trwająca zazwyczaj do zakończenia pół roku przez kociaka. Po tym czasie powinien on posiadać już pełen garnitur, ale należy pamiętać o indywidualnym przypadku każdego osobnika. Jeden z moich kotów ostatni kieł zgubił dopiero około ósmego miesiąca i byłam gotowa na możliwość chirurgicznej interwencji przy usuwaniu. Na szczęście obyło się bez tego :)

Dorosły kot posiada 30 zębów, a ich schemat przedstawia się następująco:

3131 || 3121

Można więc zauważyć, że dorasta im tak naprawdę tylko po jednym trzonowcu na każdą połówkę łuku zębowego :). O wiele mniejsza zmiana niż w przypadku psów.

Koty, tak samo jak psy, połykają swoje zęby. Nie należy więc się tym przejmować. Często w tym momencie dochodzi do nadmiernego gryzienia właścicieli, ale również wycofania. Każdy osobnik przechodzi to inaczej, więc trzeba mieć to na uwadze :)






A to moi modele żeby koty również się pojawiły :)

13 lutego 2017

Dlaczego króliki nie są gryzoniami?



Witam wszystkich!

Dzisiaj chcę poruszyć pewną małą kwestię, która krąży od lata w internecie, rozmowach i wizytach w lecznicach weterynaryjnych. Większość ludzi nieświadomie zalicza króliki do gryzoni, którymi nie są. Jak to jednak jest?

Nasze domowe uszaki zaliczane są do zajęczaków, a nie gryzoni. Kiedyś ten rząd był jakby wewnątrz gryzoni jednak w tej chwili jest osobnym bytem. Może to z tego bierze się przeświadczenie o przynależności króli do kawi domowych, myszy, szynszyli czy kapibar. Jednak pewne cechy odróżniają zajęczaki od gryzoni i o tym właśnie temu dzisiaj chcę poświęcić notkę :)

Zacznijmy od jamy ustnej:


1. Króliki w górnym łuku zębowym posiadają aż DWIE PARY siekacze w przeciwieństwie do gryzoni, które posiadają tylko jedną parę.

2. Króliki przeżuwają pokarm, poruszając OKRĘŻNIE żuchwą, gryzonie natomiast ruszają nią do przodu i do tyłu, nie wykonując okrężnego ruchu.

3. U królików zęby przedtrzonowe rosną stale w liczbie trzech, a u gryzoni mogą w ogóle nie wyrosnąć. Tyczy się to też trzonowców (u gryzoni może spaść do jednej pary).



BUDOWA KOŃCZYN


1. Króliki poruszają się w sposób SKOKOWY,  a gryzonie idący, opierając ciężar ciała na czterech kończynach.

2. U królika w kończynie miedniczne może brakować pierwszego palca, a u gryzoni występuje pięciopalczasty komplet.

3. Króliki podnoszą jedzenie z ziemi przy pomocy warg i zębów, a większość gryzoni może trzymać pokarm przednimi łapkami.


UKŁAD POKARMOWY



1. Króliki posiadają żołądek JEDNOKOMOROWY, a gryzonie dwukomorowy.

2. Króliki nie trawią z początku wszystkiego tylko wydalają CEKOTROFY, które ponownie zjedzone doprowadzają do ostatecznego strawienia. Gryzonie wydają od razu bobki :)


SPOSÓB ŻYWIENIA



Króliki - NIE żywią się nasionami! Ich podstawowym pokarmem są wegetatywne części roślin, siano, trawy, wszelkie włókna, kwiaty, liście, zioła...

Gryzonie - jedzą ziarna, ale również pokarm zalecany królikom (w zależności od gatunku).


Myślę, że tych kilka punktów przekona wszystkich do tego, że jednak króliki to jednak coś innego niż gryzonie :)

Wiedzieliście o tym? :)

26 stycznia 2017

Cyrk ze zwierzętami - perfekcyjnie ukryte okrucieństwo



Cyrk - pewnie większość z was chociaż raz w życiu w nim była. Razem z tłumem dzieci i rodziców piszczała z uciechy, oglądając popisy akrobatów, żonglerów i oswojonych zwierzątek, które robiły śmieszne sztuczki. Kolorowe, błyszczące, słodkie od waty cukrowej miejsce przyciągające rozradowane twarze ludzi. Zachęcanie w szkołach poprzez dawanie zniżek na wejście. Wspólne wyjścia klasowe na pokazy. Czy nie brzmi znajomo i fantastycznie? Tak, lecz jest jedna rzecz, która zaburza tę całą słodką idyllę. Zwierzęta, dzikie zwierzęta, maltretowane ku uciesze tłumu. Wystraszone, chore i zmuszane do przyjmowania nienaturalnych póz. Taka jest ich rzeczywistość tuż przed ludzkimi oczami, lecz pozostaje to bez odzewu.

Jak byłam dzieckiem również uczestniczyłam w tej karuzeli uciechy i pasywnym okrucieństwie. Do czasu gdy w czwartej klasie moja nauczycielka opowiedziała w jaki sposób zwierzęta cierpią. Był to dla mnie szok, ale od razu po skończonych lekcjach poszłam edukować rodziców. Powiedziałam, że już nigdy więcej nie pójdę do cyrku ze zwierzętami i moje postanowienie trwa tak do dziś. Nie chciałam nigdy więcej przyczyniać się do cierpienia stworzeń. Dużo osób poszło moim przykładem.

Jednak o co chodzi z tymi cyrkami?


POCHODZENIE, PRZETRZYMYWANIE I PODRÓŻOWANIE


Wyobraźmy sobie teraz słonia i dziką sawannę, po której się porusza. Czy wiesz ile dziennie kilometrów pokonuje ten ogromny ssak? Około 80 kilometrów! Czy wiesz na jaką długość łańcuch, którym jest przytrzymywany, pozwala mu spacerować? Góra kilka metrów... Czy jest to Twoim zdaniem naturalne i zdrowe dla słonia?





Przytoczmy kolejne zwierzęta - kotowate. Tygrysy i lwy są częstymi uczestnikami cyrków. Król zwierząt jest zwierzęciem typowo stadnym (12-30 osobników) i w takich warunkach czuje się najpewniej psychicznie. Czy wyobrażasz sobie, by cyrki przetrzymywały tyle sztuk i to w taki sposób aby mogły wyznaczyć hierarchię oraz rozwijać się prawidłowo? Natomiast tygrysy to typowe samotniki. Ich terytoria wyznaczane są w KILOMETRACH kwadratowych (60-100 dla samca i około 20 dla samicy). Zwierzęta te, w chwili przekraczania obcego terytorium, są często atakowane, nawet ze skutkiem śmiertelnym. Wyczuwanie osobnika w pobliżu wzbudza agresję, niepokój i strach o przetrwanie. Czy w cyrku, gdzie znajdują się niedaleko siebie, mogą w pełni odzyskać spokój ducha?




To teraz wyobraźmy sobie te zwierzęta znajdujące się nadal na dzikich terenach. Rozwijają się, szukają partnerów i rodzą potomstwo. I wtedy przychodzi potwór. Potwór zwany człowiekiem. Często ten potwór nazywany jest też tak przez większość społeczeństwa. To kłusownik. Zabija matkę (kość słoniowa na sprzedaż, kości kotowatych na "mikstury"), a dziecko albo trafia w niewolę i zostaje sprzedane, albo umiera lub, w najlepszym z możliwych wypadków, trafia do ośrodka gdzie jest hodowane i ponownie wypuszczane na wolność.

Kiedyś oglądałam program, bodajże "Kobieta na krańcu świata" o azylu dla orangutanów. Ludzie ci zajmują się młodymi małpkami, które straciły matki, w odzyskaniu stabilizacji i wypuszczeniu na wolność po odpowiednim przygotowaniu. Te małe istotki, porzucone dzieci, bardzo często umierają. Nie z powodu choroby, głodu czy wyniszczenia. Nie z powodu zaniedbania. Jedynym powodem ich śmierci jest poddanie. Poddanie się z powodu straty matki, która była dla nich ostoją i wszystkim. Jeden ruch kłusownika przecina cienką linię życia niewinnego zwierzęcia oraz doprowadza do głębokiej depresji i w konsekwencji kolejnej śmierci młodej małpki. Tak się dzieje u orangutanów, ale czy u innych zwierząt również? Zapewne tak. W końcu przywiązanie matka-dziecko jest najsilniejszą miłością znaną od tysięcy lat.




Popatrzmy teraz na to potomstwo sprzedawane przez kłusowników. Trafia ono do bogatych ludzi jako maskotka, świątyń gdzie ma cieszyć turystów oraz właśnie cyrków. Oczywiście nie wszystkie cyrki w ten sposób zdobywają swoje "atrakcje". Jednak jest to jedna z metod, a zwykły widz nie może zweryfikować w jaki sposób dany osobnik się znalazł właśnie pod tym konkretnym namiotem. Może urodził się od razu w niewoli? Albo trafił tam z powodu niemożności powrócenia na wolność? Tego niestety nie jest w stanie powiedzieć nikt poza właścicielem. Jednak należy liczyć się z tym, że właśnie przed oczami masz to byłe dziecko, którego siłą odebrali od konającej matki. Jesteś w stanie wtedy spojrzeć mu w oczy i nie powiedzieć "przepraszam" z powodu wstydu należenia do tego samego gatunku co ów kłusownik? Nie poczujesz ani trochę wzruszenia i smutku, widząc oczami wyobraźni jego wcześniejszy ryk bólu, z powodu widoku śmierci rodzicielki?

No dobra, to teraz pomyślmy o podróżowaniu. Większość z nas to chyba lubi. A ktoś ma może klaustrofobię? Lub inny lęk, który paraliżuje albo odwrotnie, powoduje napad histerii? Dobrze, to teraz wyobraź sobie maksymalnie skumulowany strach przez tę fobię, trwający wiele godzin. Przyjemnie? Nie sądzę. Dla dzikich zwierząt, i nie tylko, podróż w zamkniętych wozach przewozowych powoduje strach. Ogromny, ogromny strach. Hałas jazdy, stłoczenie zwierząt i feromony strachu wydobywające się z każdego osobnika. Działa to właśnie jak taki bodziec od fobii trwający w najlepsze przez całą podróż. Karuzela strachu.


TRESURA


No dobra, ale nie po to płacimy za bilety do cyrku żeby pooglądać sobie te zwierzątka wypuszczone na arenę. Przecież nie to nas bawi. Muszą robić śmieszne sztuczki. Stawanie na tylnych bądź przednich łapach, wożenie treserów czy przeskakiwanie przez obręcze. To jest właśnie to co my, ludzie, kochamy najbardziej. Skoro pieska da się nauczyć sztuczek to taki słoń, lew czy uchatka również podporządkuje się człowiekowi i ugnie kark. Tylko czy ktokolwiek zwrócił uwagę, że pies jest zwierzęciem udomowionym od tysięcy lat i w większości przypadków ma naturę uległą? Sprawia mu radość robienie sztuczek? Czy kiedykolwiek pomyślałeś, że skoro jakieś zwierzę trafia od małego do niewoli bądź się w niej rodzi, ma również naturę poddańczą? Czy jest w stanie zahamować swoje naturalne instynkty, wykształcone przez lata istnienia gatunku, bo nagle znalazło się w cyrku?




Właściciele cyrków oczywiście nie podają na zewnątrz swoich rewelacji w jaki sposób to właśnie ich treserzy potrafią ot tak przestawić zachowanie dzikiego lwa w uległego kociaka przeskakującego obręcze czy niezależnego z natury słonia na takiego co stoi na malutkim krzesełku. Udało się, więc musisz przyjść, zapłacić pieniążki i pooglądać.

Filmy, które można zobaczyć w internecie, troszkę obrazują to w jaki sposób wygląda ta tresura. Elektryczne pałki, baty czy haki są na porządku dziennym. Jak myślisz, jest to forma zabawek albo nagród za wykonanie sztuczki? Chciałbyś poczuć na własnej skórze, albo skórze swojego zwierzaka, coś takiego, by umieć zrobić coś odbiegającego w zupełności od swojej natury? Oczywiście nie wrzucam wszystkich cyrków do jednego worka, bo są również takie, które opierają swoje sztuczki na psach i tutaj może nauka komend jak w domu wystarczy. Nie mnie to oceniać. Jednak zwierzęta z natury dzikie raczej się nie ugną. No po prostu nie. Finito.


STAN ZDROWIA PSYCHICZNEGO I FIZYCZNEGO


No dobra. Skoro już opisałam pokrótce te wszystkie przyjemności to jak ci się wydaje, zwierzęta te są tam szczęśliwe? Nie mają żadnych odchyleń psychicznych? Takie ciągłe paniki spowodowane podróżą, ciasne klatki, tresura, wystawienie na arenie i ponowne podróże na pewno sprzyjają sielance życia. Dokładnie, uważam tak samo. Ale w końcu "zwierzęta nie czują", jak mawia wiele osób, więc w sumie co im szkodzi? A te filmiki, gdzie psy przebywały na grobach swoich zmarłych właścicieli, miauczenie rozdzierające serce po uratowaniu kota, ryk bólu nad ciałem zmarłego kompana lwa czy płacz foki przy nieżywym potomku to fotomontaż i nieprawda. Przeraża mnie czasem podejście niektórych ludzi.

Albo te słonie, które swoim dwutonowymi ciałami, próbują stanąć na jednej łapie albo przednich kończynach mają w stu procentach zdrowe stawy. Czy przyjmowanie nienaturalnych poz wpływa korzystnie, negatywnie czy obojętnie na ich ciało? Usiądź przez chwilę i się zastanów.


ALE CO JAK NIE CYRK?


Oczywiście, że nie trzeba rezygnować z cyrku! Jest naprawdę, naprawdę wiele, które w swoim repertuarze nie mają zwierząt. Jedynie co oglądamy to sztuczki ludzi. Jest to teatr umiejętności, widowisko wspaniałości. Takim ludziom, którzy poświęcili lata na naukę, należy się widownia, brawa i owacje. Wprawiają w zachwyt odbiorców. Powodują uczucie niemal jednoczesnego uniesienia wraz ze wznoszącym się akrobatą. Takie widowisko jest godne pochwały. Takie rozrywki powinny być zachwalane w mediach i szkołach. To sprawia radość i nie powoduje cierpienia zwierząt. Ludzie, nie bądźmy egoistami. Czas zrozumieć, że nie jesteśmy jedyni na świecie, a nasze działanie nie może powodować bólu i ranienia innych.




Jeżeli chcesz pomóc w walce przeciw wykorzystywaniu zwierząt w cyrkach podpisz petycję: https://secure.avaaz.org/pl/petition/Sejm_Rzeczypospolitej_Polski_Wzywamy_do_wprowadzenia_zakazu_wykorzystywania_zwierzat_w_cyrkach/?sHoTNib

Jeżeli chcesz zobaczyć filmy pokazujące prawdziwe oblicze zwierząt w cyrku zapraszam serdecznie na STRONĘ Koalicji Cyrk Bez Zwierząt oraz ich FANPAGE na Facebooku.


Nie bierz udziału w pasywnym okrucieństwie. Krok każdego, nawet pojedynczej jednostki, powoduje powolne hamowanie tego procederu. Nie wiesz w jakim stanie psychicznym i fizycznym są zwierzęta w cyrku. Nie zgaduj, po prostu zrezygnuj.