Zagadnienia

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praktyka weterynaryjna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praktyka weterynaryjna. Pokaż wszystkie posty

14 maja 2018

Cykl wykładów "Medycyna weterynaryjna a egzotyczni pacjenci"



Witam Was serdecznie!

Jak zawsze piszę po dłuższej przerwie, ale naprawdę na trzecim roku mam mało czasu na cokolwiek :(. Obowiązki się piętrzą, a zaliczeń jakoś tak nie ubywa. Jednak w głowie mam myśl, że już za siedem tygodni wakacje i może chociaż przez chwilę odpocznę. Chociażby tak z półtora miesiąca. Jakoś nie wierzę, by tym razem mnie wrzesień ominął ;)

Jednak to nie na temat trzeciego roku chciałabym Wam napisać. Pragnę podsumować cykl wykładów, które zorganizowałam z ramienia Koła Naukowego Medyków Weterynaryjnych. Słowo "pasjonujące" tutaj nie pasuje. Tak samo "ciekawe". "Edukujące" też brzmi zbyt płytko. Jak dla mnie, i dla wielu osób, to była po prostu taka bomba wiedzy. Eksplozja nowych doświadczeń, całkowicie nowych zagadnień. Moja wiedza z uczelni połączona z egzotycznymi gatunkami wytworzyła idealną harmonię ;) Ten kto był, mam nadzieję, że odczuł podobnie!

***

Pierwszy wykład na rozgrzewkę poprowadził lek. wet. Łukasz Skomorucha, specjalista chorób zwierząt nieudomowionych. Zabrał nas w świat coraz to nowych gatunków, z którymi możemy spotkać się podczas codziennej pracy w klinice. Z niektórymi z nich miałam do czynienia, inne były całkowicie nowe. Poza dokładnym opisem gatunków, nasz gość opowiedział o typowych dla nich chorobach, objawach, rokowaniach, a także sposobach leczenia. Mogliśmy posłuchać nie tylko o ssakach czy gadach, ale także rybach i płazach! To była bardzo duża dawka wiedzy, niezwykle cennej praktycznie.

Jeżeli chcielibyście zobaczyć czym na co dzień się zajmuje zapraszam na jego stronę na Facebooku :) Naturalnie w Warszawie


***

Kolejny wykład, już w semestrze letnim, poprowadziła dla nas lek. wet. Katarzyna Godzielińska, która jest w trakcie specjalizacji z radiologii weterynaryjnej. Po wstępnych chorobach internistycznych, poprowadzonych na pierwszym wykładzie, zabrała nas w świat badania ultrasonograficznego. Lekarz weterynarii skupiła się głównie na badaniu jamy brzusznej u gryzoni oraz zajęczaków, zwracając szczególną uwagę na różnice pomiędzy nimi. Przy każdej strukturze zatrzymywała się, pokazując nam ujęcia z prawidłowo wyglądającego obrazu. Po takim wstępnie skupiała się na zmianach jakie tam mogą wystąpić. Do każdej nieprawidłowości miała dołączony filmik z badania USG :) Mogliśmy zobaczyć te bardziej jak i mniej popularne schorzenia. W ciągu dwóch godzin bardzo intensywnego wykładu dowiedzieliśmy się naprawdę dużo! Śmiem przypuszczać, że podobnie jak podczas organizowanych szkoleń ;)

Jeżeli chcielibyście odwiedzić stronę na Facebooku lek. wet. Katarzyny zapraszam bardzo serdecznie :) lek. wet. Katarzyna Godzielińska

***

Trzecim z kolei wykładem była chirurgia małych ssaków. Poprowadziła go lek. wet. Małgorzata Krasowska. Była to kontynuacja poprzedniego tematu, na którym dowiedzieliśmy się przy których zmianach należy niezwłocznie przystąpić do zabiegu chirurgicznego. Po poprzednim wykładzie miałam jaśniejszy obraz tego co słuchałam. A była to naprawdę cenna lekcja! Nasz gość dokładnie wyjaśnił nam jak przygotować pacjenta do operacji, jakie leki podać, w jakich dawkach i połączeniach, a także pokazał najczęstsze zabiegi wykonywane na gryzoniach i zajęczakach. Mogliśmy również obejrzeć cały zabieg na filmie, który został nam puszczony. Nagle chirurgia przestała wydawać się aż tak ciężka jak wcześniej zakładałam ;) Dostałam takiego bakcyla do nauki po nim, że aż miło było usiąść do notatek!

***

Podczas czwartego wykładu mogliśmy na nowo wrócić do USG oraz chirurgii, ale tym razem nieco innych pacjentów, gadów. Naszym gościem była lek. wet. Marta Marciniak, specjalista chorób zwierząt nieudomowionych. Temat, jaki poruszyła, dotyczył anatomii oraz fizjologii rozrodu gadów. Dokładnie opisała nam jak rozróżnić pomiędzy sobą płci, a także na co zwracać uwagę przy zmianie zachowania zwierząt. Pokierowała nas w jaki sposób znaleźć jaja w drogach rodnych przy pomocy USG, jak wywołać poród, a także co zrobić gdy są przetrzymane. Mogliśmy obejrzeć różne zmiany, zabiegi chirurgiczne oraz rekonwalescencję gadzich pacjentów. Jako dość zielona w tym temacie osoba byłam zachwycona. Miałam ochotę słuchać tego więcej i więcej! Z koleżanką jeszcze długo po rozmawiałyśmy o Gwiazdce, wężu którego ma pod opieką przez jakiś czas. Czy na pewno jest Gwiazdką, a nie Gwiazdkiem ;)

Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej co robi lek. wet. Marta Marciniak zapraszam na stronę jej fundacji :) Fundacja Egzotyka

***

Ostatni temat wykładu, który odbył się w tym roku, dotyczył chorób pasożytniczych zwierząt egzotycznych. Prelegentem był lek. wet. Dawid Jańczak. Od samego początku zmienił zupełnie bieg poprzednich wykładów. Ponad połowa była prowadzona w formie dyskusji z uczestnikami. Do tego luźna atmosfera, a także żarty zachęcały studentów do rozmowy. Mogliśmy poznać najczęstsze pasożyty całego przekroju zwierząt egzotycznych. Poza tym nasz gość zwracał uwagę na różnice mikroskopowe, a także sposoby zwalczania, które różnią się od pacjentów psio-kocich. Do tego filmiki obejrzane na końcu uświadomiły jak ciężkie do diagnozy są to choroby. Subtelne różnice, a jakże cenne przy badaniu!

Jeżeli chcecie zobaczyć więcej zdjęć lek. wet. Dawida Jańczaka to również zapraszam bardzo serdecznie na jego stronę :) Egzotyczna Parazytologia i Hematologia

***

Zachęcam również do poczytania o gościach na stronach internetowych lecznic, w których pracują. Nie da się opisać ich pasji do zawodu. Są wzorem do naśladowania! To była dla mnie ogromna przyjemność i zaszczyt poznać ich osobiście.

Mam nadzieję, że podobały się Wam w tym roku wykłady. Jeżeli tak to w następnym roku postaram się zorganizować kolejne z następnymi gośćmi :) Może tym razem na większą skalę, kto wie. Mam plany w głowie i bardzo chciałabym je wcielić w życie!

Trzymajcie się!

5 sierpnia 2017

Recenzja MemoVet - od diagnostyki do dawkowania



Witam!

Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam trzy pozycje z wydawnictwa MedPharm Polska, które otrzymałam w ramach współpracy. Jednak najpierw pragnę podziękować Wam czytelnicy za to, że jesteście. Dzięki temu otrzymałam taką możliwość od wydawnictwa. To dla mnie naprawdę wiele :)

Pragnę opisać te trzy pozycje razem, ponieważ uzupełniają się wzajemnie, tworząc harmonijną całość. Każda z książek wpływa na kolejną, dając możliwość wprowadzenia skutecznego leczenia psów, kotów, a także małych ssaków oraz ptaków.

Zacznijmy więc od pierwszego podręcznika z lewej :)

* 1 *

Tytuł:
Diagnostyka różnicowa psów i kotów
Autor: Christian F. Schrey
Wydawnictwo: MedPharm
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 446


Podręcznik ten jest spisem większości spotykanych przypadków klinicznych w internie. Przejrzałam go pod wieloma kątami, porównując jego treść do psio-kocich pacjentów przychodzących do lecznicy. Szłam po kolei po zagadnieniach odnośnie biegunek, wymiotów, apatii, wodobrzuszy, ropnii itp, rozpatrując możliwości, które dostarcza mi dane wydanie.

Poniżej przedstawiam spis treści, by zobrazować dokładnie co książka ma do zaoferowania. A ma tego naprawdę, naprawdę dużo.

(Objawy ogólne, sercowo-naczyniowe, układu oddechowego, z przewodu pokarmowego)

(Objawy urologiczne, z układu rozrodczego, neurologiczne, ortopedyczne, okulistyczne, otologiczne, dermatologiczne, toksykologiczne, zaburzenia zachowania, pediatria, geriatria, zoonozy, badania morfologiczne)

(Badania biochemiczne, elektrolity, gazometria krwi, elektroforeza surowicy krwi, immunoserologia, testy serologiczne, testy DNA, krzepliwość krwi, badanie moczu, badanie kału, analiza płynów z jam ciała, badanie płynu mózgowo-rdzeniowego, badanie płynu stawowego, TBS, badanie cytologiczne pochwy, cytologiczne kryteria złośliwości komórek, badanie czynności endokrynologicznej)


Tak jak mówiłam, książka ta zawiera wiele zagadnień, z którymi mają do czynienia przede wszystkim lekarze weterynarii zajmujący się interną - od zwykłych układów, poprzez badania biochemiczne, a kończąc na analizach immunologicznych i serologicznych.

Układ stron oraz ich czytelność jest ogromnym plusem danej pozycji:



Jest to dochodzenie do diagnozy krok po kroku. Szukamy najpierw układu/analizy, które chcemy rozpatrzeć. Dokonujemy tego według spisu treści. Dajmy na to, że nasz koci pacjent ma często krwiste wymioty. Przeszukujemy więc strony poświęcone najczęstszym objawom z przewodu pokarmowego. Dochodzimy do ogólnego objawu jakim są wymioty krwią.

Tutaj, w tabelce pod spodem, zostały wypisane główne przyczyny krwistych wymiotów. Według książki u kotów z krwistą biegunką w zdecydowanej większości odpowiedzialne jest za to ciało obce, następnie owrzodzenie żołądka bądź przełyku, a na końcu nowotwory. Pod tabelką znajdują się możliwości ostre lub przewlekłe, których nie uwzględniła rozpiska powyżej. Ciekawe jest to, że przyczyną krwistej biegunki może być również stres, zapalenie żołądka czy żylaki przełyku.

Pod możliwymi przyczynami, które doprowadziły do objawu, został opisany plan diagnostyczny. W przypadku krwistych wymiotów zalecany jest oczywiście wywiad oraz badanie (kliniczne, badanie gardła, krwi, endoskopowe, RTG, krzepliwości).

Książka ta jest bardzo dobrym kompendium dla praktykującego lekarza oraz świeżo upieczonego absolwenta bądź praktykanta. Dzięki temu może wspomóc swoją pracę, szukając przyczyny przy rzadziej spotykanych przypadkach. Młody lekarz natomiast ma podstawy, by diagnozować pacjentów, tak aby badanie było jak najbardziej dokładne. Ja na razie mam zbyt małą wiedzę. Jednak staram się zaglądać do tej książki po każdym pobycie na dyżurze, by porównywać to co widziałam z tym co jest tu napisane. Powiem jedno, przydatne i polecam ;)



* 2 *

Tytuł: Leczenie stanów nagłych u małych zwierząt
Autor: Christian F. Schrey
Wydawnictwo: MedPharm
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 354

Druga pozycja jest jakby kontynuacją pierwszej przeze mnie opisanej. Gdy lekarz weterynarii prawidłowo zdiagnozuje schorzenie, musi wprowadzić prawidłowe leczenie. Przychodzi wtedy z pomocą ten podręcznik, który w tej chwili mam przed sobą.

Poniżej przedstawiam spis treści:


(Leczenie infuzyjne, transfuzja, antybiotykoterapia, żywienie kliniczne)

(Sedacja i znieczulenie ogólne pacjentów z grupy ryzyka, leczenie bólu, resuscytacja krążeniowo-oddechowa, wstrząs, nagłe przypadki urazowe, kardiologiczne, powodowane chorobami układu oddechowego, neurologiczne, powodowane chorobami przewodu pokarmowego, urologiczne, hematologiczne, endokrynologiczne)

(Nagłe przypadki ginekologiczne i położnicze, andrologiczne, okulistyczne, toksykologiczne, u szczeniąt i kociąt, a także króliki, świnki morskie, jeże i ptaki)


Jak widać pozycja ta może poszczycić się bogatym materiałem zawartym wewnątrz. Oczywiście to nie tak, że jest tylko kontynuacją pierwszej, ponieważ zahacza również o inne tematy. Jednak w większości obie książki się nakładają, a ja korzystam z nich jedna po drugiej.

Przykładowa strona:

Jak można zauważyć, zostały tu wymienione wstępne objawy, diagnoza oraz skrócony opis badania wstępnego. Jednak główną część książki stanowi po kolei, krok po kroku, podjęcie leczenia w zależności od stwierdzonej przez lekarza nieprawidłowości. W inny sposób będzie leczona nietolerancja pokarmowa, a inaczej wirusowe zapalenie jelit.  Są tu wymienione podstawowe czynności (kroplówka, osłuchiwanie czy cięcie chirurgiczne) oraz zalecane leki.

Jest to pozycja przede wszystkim dla osoby praktykującej bądź studentów ostatnich lat medycyny weterynaryjnej. Jednak ja korzystam i wynoszę z tego dość sporo.



* 3 *

Tytuł: Propozycje dawkowania leków u psów i kotów
Autor: Wilfried Kraft
Wydawnictwo: MedPharm
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 216


Ostatnia pozycja jest troszeczkę inna od wszystkich. Nie jest to w żadnym wypadku podręcznik do nauki, a bardzo przydatna pozycja do odnalezienia swojego miejsca w gabinecie. Na każdej stronie znajduje się spis substancji czynnych (ułożonych alfabetycznie) wraz z lekami, które je zawierają, działaniem, skutkami ubocznymi, wskazaniami, przeciwwskazaniami oraz dawkowaniem z podziałem na psa oraz kota. Jest to dobra książka dla lekarzy i praktykantów, by na szybko sprawdzić ile mililitrów można podać na kilogram masy ciała. Także niezwykle istotne są przeciwwskazania. Ważne jest zaprzestanie podawania jakiegoś leku u suk w ciąży, ze skłonnościami do alergii czy z nowotworem. Wtedy też można znaleźć zamiennik, który nie będzie miał skutków negatywnych dla danego pacjenta.

Tak pozycja prezentuje się wewnątrz:



Są to książki, które mi osobiście sporo pomagają po dyżurze. Mogę raz jeszcze uporządkować wiedzę oraz własne obserwacje. Cieszę się z możliwości recenzji tych pozycji, ponieważ według mnie warto je mieć i przydadzą mi się na lata:)


***

To tyle z dzisiejszej recenzji, a ja Was kochani zapraszam na swojego INSTAGRAMA, ponieważ ostatnio sporo się na nim dzieje :) Jeżeli ktoś chce mnie zaobserwować to będzie mi niezwykle miło gdy do mnie tam dotrze :)

20 lipca 2017

Praktyki hodowlane po drugim roku studiów



Witam wszystkich!

Dzisiaj notka podsumowująca pierwsze obowiązkowe praktyki, które odbyłam w Ośrodku Hodowli Zarodowej w Dębołęce. Mam nadzieję, że przyda się przyszłym studentom drugiego roku :)

Pewnego dnia w okolicach listopada bądź grudnia na tajemniczej tablicy za szybą obok dziekanatu zawiśnie napisana odręcznie karteczka. Będziecie przez dłuższy czas się męczyć, by ją odszyfrować. Po pewnym czasie wyłonią się z niej informacje odnośnie miejsc praktyk. Tak, miałam ogromny problem z początku, by odczytać nazwy miejscowości :D.

Po jakimś miesiącu od tego momentu zostaniecie zaproszeni przez doktora, który sam napisał tę karteczkę, by przedyskutować z nim miejsce gdzie chcecie odbywać praktyki i w jakim terminie. My dowiedzieliśmy się nagle w połowie wykładu z fizjologii, że to właśnie ten czas i przez trzy dni kolejka do wejścia była tak zatrważająca... Musicie przygotować się na pogadankę odnośnie waszego miejsca zamieszkania oraz korzeni. Mniej więcej rozmowa ustalania terminu praktyk oraz ich miejsca trwa około czterdziestu minut. Wchodzi się w grupce, która postanawia jechać razem.

W zależności od miejsca można jechać samodzielnie, w parach, trójkach bądź nawet czwórkach. Ja wybrałam miejsce pozwalające na cztery osoby, ale ruszyłyśmy we trzy ku przygodzie ;). Większość miejsc to ośrodki zajmujące się hodowlą bydła. W niektórych poza nim mogą znajdować się owce bądź konie. Chyba trzy miejsca nie miały nic wspólnego z bydłem. Mi zależało na zwierzętach dzikich, lecz nie było takiej możliwości. Nie chciałam się jednak wykłócać, więc wybrałam standardowo samo bydło ;)

Gdy minął czerwiec i ostatni egzamin był za mną (PS. dostałam info, że zdane WSZYSTKO! oficjalnie wolny wrzesień :D) spakowałam się i ruszyłam z dziewczynami do Dębołęki. Wzięłyśmy najgorsze ubrania do pracy, kalosze oraz worek prowiantu (te miejsce nie zapewniało posiłków). Gdy dojechałyśmy przywitała nas typowa wieś z ogromnym gospodarstwem.

Nie będę się tutaj rozwodzić dokładnie jak u nas to wyglądało (w sensie godziny pracy itp), ponieważ miejsc było całe mnóstwo i różnią się one między sobą. Jednak jak macie jakieś pytania to oczywiście śmiało w komentarzu, zawsze odpisuję :)

Moimi głównymi obowiązkami w gospodarstwie było karmienie cielaków (do pierwszego miesiąca życia), nauka doju bańkowego, asysta przy porodach, obserwacja zwierząt, uczestniczenie w pracy lekarzy weterynarii czy prowadzenie zwierząt na terenie gospodarstwa (od obory do hali udojowej, z powrotem, na pastwisko, do innej obory itp). Ja jedyne co pamiętam poza pracą to wstawanie na zmianę, potem sen po niej, wstawanie na kolejną, znowu sen itd. :D

Nie mając wcześniej styku z bydłem nauczyłam się nie bać tych zwierząt. Chociaż miałam przed sobą zwierzę ważące dziesięć, a nawet więcej, razy tyle co ja podchodziłam do niego, głaskałam, dotykałam, podłączałam dojarkę, robiłam zastrzyki domięśniowo czy łapałam gdy próbowało uciec ;). Niemal 80-kilogramowe byczki przytrzymywałam za szyję i siłowałam się z nimi, by reszta kumpli z boksu mogła wypić do końca swoje mleko.

Dzięki tym praktykom dowiedziałam się jak funkcjonuje takie gospodarstwo i na co trzeba zwracać uwagę. Nabrałam sporej odwagi do zwierząt hodowlanych. Poznałam też strukturę pracy w takim miejscu i nauczyłam się, że nawet niewielka ranka może doprowadzić do wielu nieprzyjemności (tak, byłam na SOR :D lekkie otarcie od kalosza zakończyło się bardzo silnym zakażeniem rany). Ogólnie przygód, w tym również jednej bardzo niemiłej (samochód niestety w Łodzi w serwisie troszkę posiedzi :() miałam pod dostatkiem :)

Wrzucam kilka zdjęć z praktyk :) Po resztę zapraszam na swój fanpage :)











PS. Mam jeszcze mini pytanie! Szukam oczywiście porady :) Myślałam nad założeniem konta na YouTube gdzie będę umieszczać filmiki związane ze zwierzętami, pracą z nimi, ale nie tylko. W najbliższym czasie czeka mnie kilka wyjazdów do egzotycznych miejsc (np. za niecały miesiąc wylatuję do Wietnamu) i może zrobię jakieś filmiki o największych atrakcjach tamtych rejonów. Nie jestem przecież tylko osobą, która się ciągle uczy :D A w sumie fajnie byłoby się z Wami tym podzielić, a sobie zrobić w pewnym sensie jakąś pamiątkę. Lubię wracać do starych postów na blogu, więc do starych filmików też na pewno bym wracała. Co o tym myślicie? :)

Miłych wakacji wszystkim życzę po raz kolejny! :)

15 czerwca 2017

"Wybrane elementy żywienia a problemy zdrowotne krów mlecznych" - recenzja




Witam Was!
Zanim przejdę do głównej recenzji chciałabym podziękować Wam, czytelnikom, za to że jesteście. To dzięki Wam dostałam możliwość recenzowania książek weterynaryjnych wydawnictwa MedPharm. Jestem osobą, która bardzo lubi zdobywać nową, dodatkową wiedzą, tak więc ta przygoda jest dla mnie czymś zarówno kształcącym jak i przyjemnym.

Przejdźmy więc do recenzji :)


Tytuł: Wybrane elementy żywienia a problemy zdrowotne krów mlecznych
Autor: Marian Kuczaj, Jerzy Preś
Wydawnictwo: MedPharm
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 175



Zacznijmy od tego, że jestem osobą pochodzącą z miasta, a dokładniej z Warszawy. Przed pójściem na weterynarię miałam zerowe pojęcie o karmieniu zwierząt hodowlanych. Nie rozróżniałam zbóż od siebie, a słowo "kiszonka" było dla mnie czymś abstrakcyjnym. Od początku tego roku zaczynałam jednak powoli nadrabiać zaległości.

Na chowie dowiedziałam się o istnieniu wielu ras bydła (tak, krowa to nie nazwa gatunku jak myślałam :D), owiec czy trzody chlewnej. Poznałam takie słowa jak buhaj czy knur. Dla osoby z miasta było to coś nowego, ponieważ moi znajomi spoza dużych miejscowości odnajdywali się w tym bardzo dobrze. Ja za to znałam wszelkie rasy psów, kotów czy potrafiłam opowiadać o prawidłowym żywieniu tych zwierząt. Wiedziałam jednak, że muszę nadgonić "hodowlane wiadomości", by po prostu wykorzystywać studia jak najbardziej.

Przedmiotu o nazwie żywienie obawiałam się od początku, ponieważ miałam o tym zerowe pojęcie. Jednak takich osób jak ja było sporo więcej. Dzięki ćwiczeniom dowiedziałam się czym jest białko ogólne, sucha masa, lotne kwasy tłuszczowe czy owa kiszonka. Mogłam też na żywo zobaczyć zboża i uczyć się ich rozróżniania. Mając więc ogólną wiedzę, naprawdę bardzo ogólną, z zakresu żywienia postanowiłam, że chętnie przeczytam tę pozycję.

Na początku było trudno z powodu wielu informacji docierających z każdej linijki. Musiałam co chwila posiłkować się wykazem skrótów na początku książki, by łapać o czym dokładnie czytam. Jednak po kilku stronach wpadłam w ten rytm i zaczęłam wyciągać z tego coraz więcej. Moja wiedza, którą posiadłam podczas tego semestru, wystarczyła bym rozumiała badania oraz wnioski autorów oraz badaczy.

Książka ta zawiera kompendium niezwykle przydatnych informacji. Jest miejscem zebrania badań naukowców na temat krów mlecznych oraz wpływu żywienia na ich stan zdrowia. Pozycja rozpoczyna się zależnością podaży różnych składników (suchej masy, białek, tłuszczy, lotnych kwasów tłuszczowych itp.) a pobieraniem paszy, strawnością czy wydajnością mleczną. Jest to rozbite na najmniejsze części, np. aminokwasy oraz ich procentowy wpływ na całą krowę. Dowiedziałam się, że mydło wapniowe oleju palmowego jest źle tolerowane przez bydło, a także wpływa na spadek pobierania paszy.




W książce przeczytamy również o źródłach składników pokarmowych. Dowiemy się na temat ich wpływu na powstawanie mastitis, walki z ketozą czy o chorobach metabolicznych bądź kwasicy żwacza. Wiele stron zostało poświęconych okresowi zasuszania. Jest ono niezwykle istotne zarówno zdrowotnie dla bydła jak i finansowo dla hodowców. Autorzy skupiają się również na ekonomicznym aspekcie hodowli krów mlecznych. Oczywiście to nie wszystko, lecz nie będę zdradzała treści całej książki;) Ale powiem, że naprawdę warto!




Książka jest napisana przejrzyście. Widnieją tutaj z daleka widoczne, pogrubione tytuły, które wyróżniają się podczas przeglądania kartek. Autorzy umieścili też schematy i tabelki. To porządkuje wiedzę oraz ułatwia sprawdzanie informacji w przypadku jakiś wątpliwości. Na samym końcu znajdują się normy żywienia krów. Gdybym wiedziała o tym przed układaniem dawki żywieniowej na ćwiczeniach o wiele krócej bym nad tym siedziała ;)





Książka jest kompendium dla każdego zainteresowanego żywieniem zwierząt. Napisana językiem na średnim poziomie trudności. Podstawy z zakresu żywienia jednak w zupełności wystarczą, by ją zrozumieć. Ja, osoba pozbawiona prawie całkowicie wiedzy na temat, dałam sobie radę ;). Polecam każdej osobie chcącej w przyszłości zajmować się paszami bądź bydłem mlecznym!


Mam nadzieję, że spodobała Wam się pierwsza recenzja :) Następna książka zabierze mnie do psów i kotów gdzie będę uczyć się je diagnozować :)

24 marca 2017

Ochrona psów przed kleszczami



Witam!
Rozpoczęły się ciepłe dni. Na drzewach pojawiają się pąki i liście. Wśród traw można znaleźć pierwsze kwiatki. Z rana słychać świergot ptaków. Przyroda budzi się do życia, a wraz z nią niekoniecznie lubiane przez nas pajęczaki, którymi są kleszcze.

Co jednak jest tak strasznego w tych małych stworzonkach, które piją naszą krew? To, że są siedliskiem patogenów, które mogą doprowadzać do niebezpiecznych dla zdrowia i życia chorób. Profilaktyka przeciw kleszczowa jest więc jednym z najistotniejszych działań podczas temperatur sięgających powyżej zera.


CO GROZI PSU

Jako, że jest to blog weterynaryjny, pominę zagrożenia związane z ludźmi, a przejdę do naszych czworonogów. Każdy, kto ma psa, wie że musi z nim wychodzić te trzy razy dziennie. Spacery po łąkach, lasach czy wśród krzewów mogą zakończyć się niechcianym pasożytem. Do czego mogą doprowadzić kleszcze?


BABESZJOZA - powoduje uszkodzenie czerwonych krwinek. Patogeny przebywają w nich i namnażają się intensywnie. Rozpad erytrocytów może doprowadzić do ostrej anemii. Poza tym patogeny powodują uszkadzanie w znacznym stopniu wątroby oraz nerek. Zaburzenia tych narządów prowadzą do żółtaczki, odwodnienia czy niewydolności układu moczowego. Nieleczona babeszjoza jest częstą przyczyną śmierci zwierzęcia. Rozpoczęcie leczenia zbyt późno kończy się często nieodwracalnym uszkodzeniem i dysfunkcją nerek. Taki czworonóg jest skazany na dializy do końca życia, które skraca się gwałtownie.

Typowymi objawami babeszjozy są:
- apatyczność
- brak łaknienia
- wysoka gorączka (w granicach 40 stopni),
- biegunka
- problemy z oddawaniem moczu
- zabarwienie moczu na ceglasty kolor

Pierwszym krokiem lekarza weterynarii powinno być pobranie krwi w celu wykrycia patogenu. Następnie podaje się kroplówki, antybiotyki, sterydy i leki przeciwpierwotniakowe. Doświadczony lekarz praktycznie od razu jest w stanie wykryć chorobę, więc wdraża leczenie przed wynikiem badania laboratoryjnego. Sama byłam kilkukrotnie świadkiem wizyty właścicieli psów ze zwierzętami o typowych objawach babeszjozy. Dzięki szybkiemu wdrożeniu leczenia nastąpiła poprawa, a po kilku dniach całkowite wyleczenie. Zawsze jednak była pobierana krew w celu zdobycia 100% pewności co do obecności patogenu. Testy wychodziły pozytywne.


BORELIOZA - o wiele rzadsza, ale równie niebezpieczna choroba dla psów. Powoduje bolesne zapalenia stawów, a także, chociaż rzadziej, zaburzenia układu krwionośnego, dysfunkcje nerek czy objawy neurologiczne.

Typowymi objawami są:
- pojawiające się kulawizny
- obrzęk stawów
- gorączka
- powiększenie węzłów chłonnych
- apatia

Po kilku tygodniach objawy zanikają, by po pewnym czasie wrócić. Nawrót objawia się ze strony układu nerwowego i krążenia. Badanie krwi wykazuje również ostrą niewydolność nerek.

W przeciwieństwie do ludzi rzadko kiedy na skórze występuje tak zwany rumień wędrujący. Zaczerwienie pojawia się bardzo powoli i jest rozlane.

Leczenie jest długie i bardzo kosztowne. Poza tym nie zawsze skuteczne. Zwierzęta mogą mieć nawracające objawy choroby, pomimo wdrożonego leczenia, dlatego też tak ważna jest profilaktyka.


ANAPLAZMOZA - kolejna choroba przenoszona przez kleszcze. Może prowadzić do niewydolności krążenia, niewydolności wielonarządowej i śmierci. Przyczyną jej wystąpienia mogą być dwa gatunki bakterii. Pierwszy to Anaplasma phagocytophilum, który atakuje granulocyty i powoduje postać granulocytarną. Drugi to Anaplasma platys, który atakuje płytki krwi.

Typowymi objawami są:
- wysoka temperatura
- złe samopoczucie
- bóle stawów
- duszność
- kaszel
- biegunki
- wymioty
- zaburzenia krzepnięcia krwi (objawiające się krwotokami z nosa bądź mocz z domieszką krwi).

Leczenie musi być ukierunkowane wraz z wprowadzeniem antybiotyku.


HEPATOZOONOZA - zakażenie najczęściej następuje z powodu zjedzenia kleszcza przez psa podczas próby pozbycia się go ze skóry. Patogen atakuje kości, wątrobę oraz naczynia włosowate.

Typowymi objawami są:
- powiększone węzły chłonne
- krwista biegunka
- objawy neurologiczne
- przeczulica skóry
- matowienie sierść


JAK ZABEZPIECZYĆ PSA

Jednymi z głównych możliwości zabezpieczenia są regularnie podawane kropelki dostępne w lecznicach weterynaryjnych skraplane na kark zwierzęcia. Poza tym można zainwestować w dobre jakościowo obroży przeciw kleszczowe. W sklepach i lecznicach również zaczynają pojawiać się preparaty w aerozolu, którymi spryskuje się psa.

Przeciwko boreliozie dostępne są szczepionki. Jest to jedna z lepszych metod walki z chorobą. Dzięki temu, nawet przy pojawieniu się patogenu w układzie krwionośnym, pies jest w stanie sam ją zwalczyć, a jeżeli nie to terapia antybiotykowa jest na tyle skuteczna, by nie dochodziło do nawrotów.

Znając objawy chorób, ich negatywny wpływ na organizm i możliwe powikłania, nakłaniam do PROFILAKTYKI czworonogów. Lepiej zapobiegać niż leczyć, ponieważ nierzadko jest to walka z czasem. Życie naszego przyjaciela jest warte o wiele więcej niż zakup potrzebnego środka, który uchroni go przed bólem, stresującym, długim leczeniem, a nawet śmiercią.

6 marca 2017

Mleczaki, zęby stałe - wypadanie zębów u psów i kotów




Hej!
Po dzisiejszej rozmowie z koleżanką w drodze do domu z uczelni, postanowiłam napisać krótką notkę na temat wymiany zębów u psów i kotów. Stomatologia nie jest raczej dziedziną, która jakoś mocno mnie kręci, ale chcę rozwijać się na wielu płaszczyznach, by koniec końców podjąć decyzję co dokładnie chcę robić ze swoim życiem ;). Tak więc dokształcam się wszędzie gdzie tylko jestem w stanie. Do pełnej, świadomej i dojrzałej decyzji daję sobie czas do połowy czwartego roku. Wtedy nie ma przebacz i mocno prę w upragnionym kierunku.


A teraz przejdźmy do podstawowej wiedzy każdego właściciela czworonoga, którą zdobywa na którymś etapie swojego życia. Czyli o wymianie zębów szczeniaków i kociaków słów kilka.


PIES

U szczeniaka pierwsze zęby wyrastają w pełni około szóstego tygodnia życia. Są to powszechnie znane mleczaki, które w groźnej, małej szczęce za długo nie posiedzą :). Jest ich 28, a schemat wygląda następująco:

313 || 313

co oznacza, że szczeniak posiada trzy siekacze, jeden kieł i trzy przedtrzonowce na połówce łuku zębowego, a na całym sześć siekaczy, dwa kły i sześć przedtrzonowców. Podsumowując na górze ma czternaście zębów i tyle samo na dole :)
Między czwartym, a siódmym miesiącem życia następuje wymiana, która powinna zakończyć się w okolicach ósmego miesiąca. Przez ten okres należy bacznie obserwować zęby naszego pupila (przynajmniej raz w tygodniu), by ocenić prawidłowość zgryzu oraz brak podwójnych zębów. Po zakończeniu procesu wzrostu należy udać się do weterynarza, by fachowo ocenił stan uzębienia zwierzaka :)

Prawidłowy zgryz naszego psa to tzw. zgryz nożycowy. Siekacze górne nachodzą na dolne w taki sposób, że dolne zęby mają styk z tylną stroną zębów górnych. Bardzo podobnie jak u nas :)

Nieprawidłowy zgryz naszego pupila to możliwe wystąpienie przodo- lub tyłozgryzu. Wtedy też siekacze górne są ułożone nieprawidłowo względem dolnych. Kolejną nieprawidłowością są tzw. zęby cęgowe, w których zęby stykają się idealnie końcami, co prowadzi do nieprawidłowego pobierania pokarmu.

Tyłozgryz

By zapobiec nieprawidłowościom w jamie ustnej przez krzywy zgryz należy uważać na zachowanie naszego podopiecznego - wszelkie szarpanie zabawek może do tego doprowadzić. Tak samo źle zbilansowana dieta jest powodem wad uzębienia. Należy jednak pamiętać, że nawet około drugiego roku życia może dojść do deformacji, więc kontrola zębów powinna być rutynowym badaniem przy wszelkiego rodzaju wizytach u weterynarza (np. podczas szczepienia). W końcu nieprawidłowości prowadzą do bólu i cierpienia naszych czworonożnych przyjaciół!


Schemat zębów u dorosłego psa wykazuje ich obecność w liczbie 42 i wygląda następująco:

3142 || 3143

Oznacza on różnice w łuku górnym oraz dolnym u psów. W łuku górnym znajduje się sześć siekaczy, dwa kły, osiem przedtrzonowców i cztery trzonowce. Natomiast w dolnym wyróżniamy sześć siekaczy, dwa kły, osiem przedtrzonowców i sześć trzonowców. Poza tym siekacze mają swoje specjalne nazwy i idąc od środka w bok wyróżniamy okrajki, średniaki i cęgi. U psa występują również tzw. łamacze, czyli para czwartego przedtrzonowca i pierwszego trzonowca.

Jak widać dorosły pies posiada o 14 zębów więcej niż szczeniak :). Należy jednak bardzo bacznie obserwować czy nie dochodzi do tzw. przetrwałych zębów. Objawia się to brakiem wypadnięcia mleczaka, a wyrośnięciem zęba stałego. Gdy nie dojdzie po pewnym czasie do usunięcia już niechcianego gościa należy umówić się z weterynarzem na wizytę celem jego usunięcia. Obecność podwójnych zębów prowadzi do ich łamania, uszkadzania dziąseł czy zapaleń przyzębia. Poza tym jest jedną z przyczyn nieprawidłowego zgryzu, a tego na pewno nie chcemy :)

A gdzie podziewają się zęby mleczne naszych szczeniaków?
Psy często je połykają, więc nie należy się przejmować brakiem znalezisk w domowym zaciszu. Mojego psa tylko jeden ząb udało mi się zdobyć gdy wypadł mu po prostu podczas zabawy. Reszta przepadła w odmętach jego gardła :)


Zdjęcia mojej koleżanki, które pokazują szczeniaka w trakcie wymiany uzębienia. Można dostrzec podwójne kły, które mam nadzieję, ze się unormują w niedługim czasie :)


Zdjęcie kolejnej koleżanki - zgryz dorosłego psa.


KOT


Proces i nieprawidłowości u kotów zasadniczo nie różnią się zbytnio od psów. Skupię się więc na najważniejszych zmianach :)

Koty również rodzą się bezzębne. Pierwsze mleczaki wyrastają około trzeciego tygodnia i rosną do około szóstego. Po tym czasie kot posiada w swoim uzębieniu 26 zębów, a tak przedstawia się schemat:

313 || 312

Można więc zauważyć już na poziomie mleczaków różnice w łukach zębowych. W górnym znajdują się o dwa przedtrzonowce więcej niż w dolnym. W wieku 3/4 miesiąca następuje wymiana na stałe, trwająca zazwyczaj do zakończenia pół roku przez kociaka. Po tym czasie powinien on posiadać już pełen garnitur, ale należy pamiętać o indywidualnym przypadku każdego osobnika. Jeden z moich kotów ostatni kieł zgubił dopiero około ósmego miesiąca i byłam gotowa na możliwość chirurgicznej interwencji przy usuwaniu. Na szczęście obyło się bez tego :)

Dorosły kot posiada 30 zębów, a ich schemat przedstawia się następująco:

3131 || 3121

Można więc zauważyć, że dorasta im tak naprawdę tylko po jednym trzonowcu na każdą połówkę łuku zębowego :). O wiele mniejsza zmiana niż w przypadku psów.

Koty, tak samo jak psy, połykają swoje zęby. Nie należy więc się tym przejmować. Często w tym momencie dochodzi do nadmiernego gryzienia właścicieli, ale również wycofania. Każdy osobnik przechodzi to inaczej, więc trzeba mieć to na uwadze :)






A to moi modele żeby koty również się pojawiły :)

10 lutego 2017

Sesja, sesja i po sesji



Witam wszystkich!
W końcu nastała wolność od nauki, wolność od książek naukowych i wolność od stresu. Przez dwa tygodnie mogę grać, leżeć, czytać beletrystykę... Robić co tylko mi się zamarzy. Zgadnijcie więc co poszłam zrobić od razu po ostatnim egzaminie? ;) Tak, poszłam stać kilka godzin na sali operacyjnej żeby wspomagać lekarzy weterynarii w ich zmaganiach.

Jednak najpierw podsumujmy sesję. Niestety to była chyba najbardziej wyczerpująca psychicznie dla mnie sesja. Miałam aż dwa razy drugi termin. Pierwszy z biochemii gdy byłam tuż pod progiem i zakuwałam jak szalona do drugiego, mając z tyłu głowy alarm o komisie lub warunku. Na szczęście siedzenie całe dnie z domu i robienie przerwy jedynie na jedzenie poskutkowało zdaniem z całkiem niezłym wynikiem tydzień później :)

Drugi drugi termin był z chowu i hodowli zwierząt. Jednak z powodu jednodniowej przerwy pomiędzy biochemią, a chowem oraz technologią (dwa egzaminy) nie byłam w stanie psychicznie przysiąść do nauki. Jedno zdałam, drugie poprawiłam. Dzisiaj wyszłam z ostatniego i mam nadzieję, że na uczelnię wrócę dopiero 27 lutego :). Wróćmy jednak do tego co zrobiłam od razu po egzaminie, gdy godzinę później znalazłam się w lecznicy.

Uczestniczyłam łącznie w czterech operacjach. Trzy z nich typowo stomatologiczne (usunięcie siekacza u szczura, usunięcie dwóch trzonowców u królika oraz usunięcie kilku trzonowców u kolejnego króla z oczyszczeniem ropnia pod oczodołem) a na koniec zmagania z tętniakiem aorty brzusznej u szynszyli,więc strefa kardio. Taki odpoczynek jednak naprawdę uwielbiam ;)

Szynszyla przed rozpoczęciem operacji

Dwa zakrzywione trzonowce królika, które powodowały ogromny ból zwierzaka
Opuchlizna z ropą pod oczkiem królika

Jestem ogólnie pełna podziwu dla chirurgów i stomatologów z Ogonka. Są naprawdę kompetentnymi lekarzami, znającymi swój fach. Poza tym uwielbiam internistów i Kasię, niezwykłą kardiolog, która jako pierwsza wzięła mnie pod swoje skrzydła. Do tego czuję, że chcą wprowadzić mnie w ten świat, tak bym sama w przyszłości była wartościowym weterynarzem, umiejącym pomóc nawet tym najtrudniejszym przypadkom. Do takiego miejsca zawsze chętnie wracam, pomimo ogromnego zmęczenia. Tam nabieram energii i motywacji do dalszego działania gdy czuję, że ogrom nauki mnie przytłacza. Dziewczyny, które poświęcacie swój czas dla mnie, totalnego laika, dziękuję :)

29 grudnia 2016

Badanie naukowe



Witam wszystkich po raz kolejny! :)
Dzisiaj przychodzę z małą prośbą do każdego kto posiada królika. Przeprowadzam w tej chwili badanie naukowe dotyczące zapalenia i ropni opuszek. Jest to bardzo częsta przypadłość królików, niezwykle bolesna i nieuleczalna. Można jednak jej zapobiec, a gdy wystąpi, zmniejszyć objawy.

Znanymi przyczynami wystąpienia pododermatitis jest zbyt duża masa osobnicza, ciągle mokre podłoże sprzyjające rozwijaniu się bakterii pomiędzy opuszkami oraz uboga, źle dopasowana dieta. Ja chciałabym się dowiedzieć jak wpływ na wystąpienie choroby ma podłoże, a także występowanie chorób i zabiegów operacyjnych. Dzięki temu będę w przyszłości miała większą wiedzę oraz doświadczenie, co pomoże mi w podejmowaniu dobrych decyzji, prawidłowym diagnozowaniu oraz uświadamianiu właścicieli :)

Czym jednak jest pododermatitis?
Jest to stan zapalny opuszek, pięt i śródstopia, najczęściej kończyny miednicznej. Na początku rozwijania się choroby pojawiają się łyse placki pozbawione sierści oraz zaczerwienienie. Po pewnym czasie, w przypadku braku prawidłowego leczenia i usunięcia przyczyny, następuje martwica tkanki objętej zapaleniem oraz jej owrzodzenie. Przy takim stanie chorobowym dochodzi często do rozprzestrzeniania się drobnoustrojów wgłąb organizmu i ogólnoustrojowego zapalenia.

Zwierzę często odmawia poruszania się, jedzenia i jest osowiałe. Doprowadza to jeszcze bardziej do pogłębienia się odczynu zapalnego oraz rozwinięcia się wtórnych chorób. Często takie zwierzę pozbawia się niezbędnych mikro i makroelementów, które wpływają na prawidłowe działanie całego organizmu. Poza tym każdy ruch powoduje ogromny ból, uniemożliwiający normalnie funkcjonowanie. Zwierzę jest przykute do jednego miejsca, często nieprawidłowo ustawia kończyny, by zmniejszyć nacisk na stany zapalne. Po pewnym czasie po prostu niknie w oczach.

Jak można więc zauważyć choroba ta jest bolesna i dotkliwa dla zwierzaka. Uświadamianie i profilaktyka wpływa na jakość życia królików, jego długość i zapobieganie chorobom wtórnym, mogącym wystąpić równolegle (np. cukrzyca, choroby serca).

Jeżeli więc jesteś właścicielem króliczka, proszę o wypełnienie ankiety! :)


Dziękuję z góry za udzielenie odpowiedzi bym jak najszybciej mogła przystąpić do analizy i wyciągania wniosków.

24 listopada 2016

Weterynaria - czy było warto?



Jak zawsze na przełomie jesieni i zimy mam chwilową niechęć do wszystkiego i wtedy pojawiają się wątpliwości. Krótkie dni, brzydka pogoda i znienawidzone przeze mnie zimno kończą się myślami co by było gdybym jednak poszła na lekarski albo Politechnikę Warszawską. Punkty z matur w zeszłym roku pozwalały mi podjąć dość plastyczny wybór, ale jednak zdecydowałam się właśnie tutaj zapuścić korzenie. Co mnie do tego skłoniło?

Po pierwsze zmęczenie walką o dostanie się na lekarski. Co roku brakowało mi tych 3-4 punktów, a progi za każdym razem rosły w górę, i bardzo mnie to zniechęciło. Do tego wprowadzenie na WUM rozszerzonej matematyki było kolejną przeszkodą do przejścia. Moim marzeniem była kardiochirurgia, więc zaciskałam zęby i się uczyłam. W końcu, gdy wprowadzili trzecie rozszerzenie, udało się. Wywindowałam z matematykę tak mocno w górę, że na większość kierunków ścisłych bym się dostała. Lecz miałam dość. Stwierdziłam, że mój wiek nie pozwala mi na tak długie studia i późniejszą specjalizację. Odpuściłam.

Po drugie zniechęcenie do uczelni. Nie wiem czy było to spowodowane niewypałem kierunkowym, czy dla mnie dość dziwną organizacją organów uczelnianych, ale nie chciałam tam powrócić. Rozważałam jednak tylko Warszawę ze względów finansowych i uczuciowych. Słyszałam jednak o lekarskim dość dobre opinie, więc może coś straciłam?

Po trzecie - uwielbiam zwierzęta! Poza pajęczakami i owadami kocham wszystko co się rusza. Jestem zakochana w kotowatych, naczelnych, niedźwiedziach i torbaczach. W przyszłości chciałabym którymiś z nich się zajmować. W tej chwili jest to moje największe marzenie. Ja, stado kangurów i bezkresne równiny Australii. Ewentualnie ja ganiająca za niedźwiedziami po Kanadzie. Czujecie to? Bo ja bardzo ;)

Niestety po wakacjach, gdy nadal ciężko jest mi się przystosować do nawału nauki, zastanawiam się czy dobrze postąpiłam. Ciągłe kolokwia, gdy inni korzystają z życia, jeszcze bardziej zniechęcają. Wtedy też powrót na praktyki, obejrzenie filmów z kangurami, przeglądanie instagramów różnych weterynarzy "w dziczy" naprowadza mnie na właściwe tory. Wtedy też wiem, że podjęłam najlepszą decyzję! Do tego towarzystwo koleżanek, z którymi mogę dzielić pasje, utwierdza mnie w tym przekonaniu.

Studia są naprawdę interesujące. Często narzekam na naukę, ale zaciskam zęby i przedzieram się przez kolejne tomiszcza książek. Wiem, że tam na końcu być może czeka mnie to czego pragnę. Jeżeli nie uda mi się zrealizować marzeń o zwierzętach dzikich też nie będę narzekać. Skupię się wtedy na egzotykach albo owcach i również przejdę przez życie zadowolona. Czy to nie sprawia, że kierunek został pomyślnie wybrany? :)

Jest to też na pewno kierunek dla osób o mocnych nerwach. Przeprowadzenie sekcji, preparowanie mięśni, jeżdżenie do ubojni czy ciągły styk ze śmiercią nie jest łatwy dla wszystkich. Może ze mną jest coś nie tak, ale takie rzeczy mnie nie ruszają. Uznaję to za kolej rzeczy i staram się wynieść jak najwięcej. Jedyny raz, gdy poczułam lekką niechęć, było w trakcie zajęć z chowu i omawianie sposobu uboju świń, Sama nie jadam wieprzowiny, więc obrazowanie tego było dla mnie odstraszające. Ja rozumiem, że są pewne procedury i zapotrzebowanie, ale jednak zwierzętom też należy się szacunek. Nie można traktować ich życia w postaci latających dolarów, a jak któryś przyniesie mniejszy dochód do od razu zabić i wyrzucić. A tak działają wszelkie przemysły mięsne. Może nie znam się na biznesie, ale dla mnie to jednak objaw odczłowieczenia. Lecz aspekty uboju może w innym poście?

Wybierając ten kierunek należy się przygotować na hard naukę, brak styku ze zwierzętami na początku studiów i przygotowaniem do pewnego rodzaju znieczulicy na ich śmierć i smród. W końcu lekarz weterynarii to nie tylko uśmiechnięty doktor w schludnych gabinecie, ale również osoba badająca mięso poubojowe, poddająca eutanazji, prowadząca wielotysięczne stada od urodzin do uboju, często poplamiona krwią i kałem pacjentów, a także przedzierająca się rękoma przez odbytnicę krowy ;) Wybierając też kierunek trzeba być tego świadomym.

Do tego zawód ten, mimo dużego zaplecza naukowego, jest zawodem w większości typowo fizycznym. Mocowanie się ze zwierzętami, przyjmowanie trudnych porodów krów czy wykonywanie operacji chirurgicznych zużywa naprawdę dużo energii i wymaga siły. Nastawianie kości również do lekkich nie należy. Trzeba sobie zdawać sprawę, że nie raz sił będzie brakować, a jeszcze tyle pozostało. Wtedy głośne przeklinanie jest czymś zwyczajnym i jak najbardziej uzasadnionym ;) Może jestem masochistką, ale również mi nie przeszkadza! :D

Uważam, że kierunek jest naprawdę wartościowy. Nie wiem jak potem będzie z perspektywami zawodowymi, bo to przede mną, ale same studia jak dla mnie na plus. Nie żałuję rezygnacji z lekarskiego i przyjścia tutaj. Poznałam wartościowych ludzi, uczę się rzeczy ciekawych i poznaję kadrę naprawdę świetnych dydaktyków. No i mogę się rozwijać :)

15 września 2016

Wakacyjne praktyki? Czemu nie!



Witam Was ponownie!
Dzisiejszy post poświęcam swoim pierwszym praktykom wakacyjnym. Chciałam, by były one jak najbardziej bliskie temu czym pragnę zajmować się w przyszłości. Dobrze było móc zobaczyć czy moje marzenia mają odzwierciedlenie w rzeczywistości. Były one całkowicie nieobowiązkowe, więc musiałam się trochę natrudzić żeby uczelnia mogła podpisać umowę z Ogrodem Zoologicznym w Warszawie. Szczególnie, że pomyślałam o nich dopiero na przełomie maja i czerwca. Jednak udało się i w pierwszym tygodniu wakacji ruszyłam na dwutygodniowe praktyki w warszawskim ZOO.

Zostałam przydzielona do Ptasiego Azylu na dziesięć dni. Codziennie o 7:30 musiałam się stawiać na miejscu. Ptasi Azyl jest miejscem na terenie warszawskiego ZOO, do którego przywożone są ptaki z terenu całej Polski. Tutaj też pracownicy zapewniają im prawidłowe leczenie, rehabilitację, miejsce do życia i późniejsze wypuszczenie do środowiska naturalnego. Trafiają tam kilkudniowe pisklaki, ale również dorosłe, po wypadkach. Zespół złożony z lekarza oraz kilku opiekunów walczy o każdego ptaka z pełną werwą. Na te dwa tygodnie dołączyłam do tego niesamowitego zespołu, czując że moja obecność jest naprawdę potrzebna.

Jeżeli chodzi o ptaki to nigdy się nimi specjalnie nie interesowałam. Wolałam zawsze dzikie ssaki. Przez te dwa tygodnie moje zdanie zmieniło się jednak o sto osiemdziesiąt stopni. Odkryłam, że zwierzęta te są równie wspaniałe jak ssaki i można się do nich bardzo mocno przywiązać. Większość kilkudniowych grzywaczy całkowicie skradło moje serce. Mi oraz koleżance, która była na obowiązkowych praktykach, zostały przydzielone gołębie, bociany oraz wszystkie woliery zewnętrzne.

Przez te dwa tygodnie zajmowałyśmy się porządkowaniem wolier, przygotowywaniem posiłków dla ptaków i karmieniem pisklaków. Nam dwóm przypadły gołębie, a trzeciej praktykantce krukowate. Ptaki te karmiło się za pomocą specjalnie przygotowanej karmy i aplikowanie ich prosto do gardła pisklaków. Podczas tej czynności trzeba było dokładnie sprawdzać wole zwierzaka czy na pewno się wypełniło karmą. W końcu mogłam wyczuć to o czym słyszałam wcześniej na zajęciach z anatomii. Dotyk pełnego wola był dość dziwny, ale zabawny ;)

Poza tym przyjmowałyśmy ptaki przywożone przez eco patrol czy zwykłych ludzi z zewnątrz. Musiałyśmy je opatrywać, przygotowywać dla nich odpowiednie klatki i kontrolować ich stan zdrowia przez cały okres rekonwalescencji. Ptaki przyjeżdżające do azylu były wszelakie: od zwykłych gołębi przez krukowate, bociany, drapieżne do egzotycznych papug.

Przez te dwa tygodnie nauczyłam się rozróżniać gatunki najczęściej spotykanych gatunków ptaków w Polsce, rozróżniać ziarnojady i mięsożerne, opiekować pisklakami, robić podstawowe opatrunki. Nie były to praktyki ściśle weterynaryjne, a bardziej hodowlane. Nabrałam jednak jeszcze większego szacunku do pracy opiekunów. Po codziennym dniu noszenia wody do wolier, grabieniu ziemi czy robieniu jedzenia dla pacjentów bolał mnie każdy mięsień w okolicach krzyża. Ledwo dawałam radę wstawać jak na chwilę usiadłam bądź się położyłam. Nie żałowałam jednak swojej decyzji. Te dwa tygodnie minęły mi bardzo szybko i żałowałam, że to już. Jednak potrzebowałam trochę czasu na odpoczynek, bo po pierwszym roku byłam całkowicie wypruta ze wszystkich sił. I nigdy nie czułam się tak brudna jak po wyjściu z wolier cała w odchodach ptaków :D

PS. Nie mam niestety zdjęć z praktyk, ponieważ regulamin, który podpisywałam, zabronił ich robienia :( Dlatego też nie mogę pochwalić się jak bardzo byłam tam osyfiona :D