23 grudnia 2016

Wesołych świąt!


"Kto to chrapie na kanapie?
Kto się w ucho przez sen drapie?
Kto, gdy zły, to szczerzy kły?
Kogo czasem gryzą pchły?
Komu w głowie figle? Psoty?
Kto gołębie goni? Koty?
Kto pantofle gryzie pana?
Na mleczarkę szczeka z rana?
Kto się z dziećmi bawi zgodnie?
A złodzieja, cap! za spodnie?
Wiecie, kto to? No to sza!
Po co budzić ze snu psa?"
Ludwik Jerzy Kern


Życzę Wam wszystkim wesołych świąt, ciepła i radości. By były one szczęśliwe w gronie najbliższych osób. Niech każdy tego dnia zazna ciepła domowego ogniska. Życzę tego zarówno Wam, moi czytelnicy, jak i naszym czworonogom. Niech każdy poczuje magię świąt i uśmiechnie się szczerym, długim uśmiechem albo mlaśnie długim, mokrym jęzorem :)

21 grudnia 2016

Poprawa matury - czy warto?




Witam wszystkich!
Szał na kolokwia zakończył się w poniedziałek i mogę powiedzieć, że jestem w końcu wolnym skrzatem :) Przez równy tydzień mogę obijać się do woli i nie wiedzieć czym jest nauka. Po tym czasie jednak grzecznie otworzę książki, wrócę do anatomii, biochemii i fizjologii, bo styczeń zapowiada się równie źle ;)

Jednak nie o tym chciałam dziś pisać, a o czymś zgoła innym. O poprawianiu matury.
Dużo osób zastanawia się czy przystąpienie po raz kolejny do egzaminu dojrzałości do dobry pomysł. Strach przed pozostaniem w miejscu, gdy inni idą dalej, często zabrania podjąć ten decydujący krok. Jednak nie ma czego się obawiać. Ten rok jest niczym w porównaniu do całego życia, które jest przed nami. Spróbuję to przytoczyć na swoim przykładzie, osoby którą od rocznika, z którym studiuje, dzielą trzy lata różnicy. I wcale tego nie widać, zarówno charakterem jak i wizualnie :)

Gdy jesteś w sytuacji gdy zabrakło ci punktów na wymarzony kierunek, zastanawiasz się co dalej. Jest kilka ścieżek, które można wybrać.

1. Pójść na inny kierunek i uczyć się do poprawy
Jest to jeden z najczęściej podejmowanych kroków przez świeżo upieczonych maturzystów. W chwili, gdy nie udało się im dostać na wymarzony kierunek, podejmują studia pokrewne. Mają nadzieję na gruntowne przygotowanie do matury i podążanie zgodnie z resztą rocznika do przodu. Ma to swoje plusy i minusy.
PLUSY (+): Zasmakują życia studenckiego, tego jak to wygląda od tej sławnej w internecie strony. Gdy uda się poprawić maturę, również jest szansa na przepisanie przedmiotów. Jeżeli kierunek jest na uczelni docelowej, mogą również przekonać się jakie ma ona podejście do studentów i zadecydować czy to właśnie tam chcą być przez x lat. Jeżeli nie uda się poprawić matury, nie mają roku w plecy i mogą skończyć to co rozpoczęli.
MINUSY (-): Nauka na studiach i do matury często są ze sobą sprzeczne. Na uczelni rzadko kiedy tematy się pokrywają, więc trzeba uczyć się po prostu podwójnie. Zarówno do tego, czego wymagają na studiach, jak i materiału licealnego. Może to skończyć się fiaskiem w obu przypadkach. Poza tym możemy w ogóle nie brać pod uwagę przyszłości po tym kierunku, więc gdy nie uda się poprawić, będziemy podwójnie rozczarowani. Poza tym często dochodzi w połowie do wypalenia i braku sił na tak intensywną naukę.

2. Podjęcie gap year
Gap year, czyli tak zwany rok wolny od nauki na studiach. Często wykorzystywane przez młodzież z krajów zachodnich. Uczą się oni wtedy do popraw bądź podróżują albo pracują. W Polsce najczęściej spotykane u osób, którym nie udało się dostać na wymarzony kierunek bądź są w trudnej sytuacji materialnej.
PLUSY (+): Można w pełni skupić się na nauce do matury, a przy okazji podjąć pracę zarobkową. Nie jesteśmy rozpraszani drugim kierunkiem i cały nasz czas poświęcamy powtarzaniu interesującego nas materiału. Poza tym wolny czas, który postanawiamy wykorzystać na pracę zarobkową, jeżeli zajdzie taka potrzeba, uczy nas "dorosłego życia" oraz konsekwencji podejmowanych decyzji. Pokazuje, że od tego, co postanowimy zrobić przez ten czas, zależeć będzie nasze dalsze życie.
MINUSY (-): Uczucie cofnięcia się w stosunku do reszty znajomych, którzy "poszli dalej". Często też tak dużo wolnego czasu powoduje problemy ze zorganizowanej efektywnej nauki, co może przełożyć się na wyniki maturalne. Zbyt duża pewność siebie, spowodowana złudnym uczuciem nieskończoności czasu, również się na to przekłada. Poza tym niewielka izolacja od ludzi w tym samym wieku, którym zaczynają zmieniać się priorytety.

3. Pójście na studia płatne
Jeżeli nie udało się uzbierać punktów na stacjonarne, ale załapało się na płatne, można rozważyć taką opcję.
PLUSY (+): Studiowanie tego co się wymarzyło i brak roku w plecy. Niektóre uczelnie umożliwiają przeniesienie się po roku na bezpłatne w momencie uzyskania wysokiej średniej i/lub dostania się z kolejną rekrutacją. Przy takiej perspektywie płacenie przez rok nie wydaje się aż taką złą opcją.
MINUSY (-): Często studia, a szczególnie medyczne, są bardzo drogie i nie zawsze można się przenieść. Czasem, po dostaniu się w rekrutacji, należy podjąć studia od pierwszego roku. Gdy jednak postanowimy kontynuować naukę na niestacjonarnych, należy zdawać sobie sprawę z ogromnych kosztów. Przykładowo za sześć lat lekarskiego na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym można kupić sobie kawalerkę bądź mieszkanie dwupokojowe na obrzeżach Warszawy.

Można też oczywiście porzucić marzenia, ale poza brakiem straty roku nie widzę większych plusów, więc nie będę się nad tym rozwodzić. Ja po maturze najpierw zrobiłam sobie gap year i zabrakło mi kilku punktów na wymarzony kierunek. Byłam po klasie humanistycznej, więc musiałam w tempie błyskawicznym nadrobić materiał z biologii, chemii i matematyki rozszerzonej z trzech lat. Następnie podjęłam inny kierunek, ale zrezygnowałam z niego na rzecz weterynarii, która była drugim po lekarskim celem. Nie żałuję, chociaż w rekrutacji dostałam się na oba i mogłam pójść i służyć ludziom. Po roku studiów, ciężkim wysiłku oraz praktykach wiem, że podjęłam dobrą decyzję. Odnalazłam się. Tu się spełniam i jestem naprawdę szczęśliwa :)

(ja z małym pacjentem :))

12 grudnia 2016

Lawina kolokwiów



Hej wszystkim na nowo!
Przepraszam, że tak mało piszę, ale niestety przełom listopada i grudnia to ciągła nauka, przepleciona nauką no i jeszcze należy wspomnieć o nauce. Poza uczeniem, zaangażowałam się jeszcze naukowo, więc już w ogóle nie mam na nic czasu. Jednak nawet mi należy się chwila odetchnięcia, więc kupiłam choinkę, bombki, połowę prezentów i gram w Tomb Raidera (chyba już dawno nie rzucałam tylu nieocenzurowanych słów przy entym spadnięciu z klifu) przy akompaniamencie świątecznych piosenek. Jak się bawić i uczyć to z przytupem ;)

Ogólnie ostatnie trzy tygodnie to była ciągłe przeskakiwanie z kolokwium na kolokwium i bezustanny stres czy na pewno się ze wszystkim wyrobię. Do tego perspektywa drugich terminów w styczniu, gdzie zagęszczenie zaliczeń jest takie samo, nie była zbyt optymistyczna. Zakasałam więc rękawy, wzięłam notatki i zaczęłam się solidnie uczyć.

Jestem już po dwóch kolokwiach z anatomii, dwóch z biochemii, pięciu z chowu, jednego z fizjologii i jednego z mikrobiologii. Tak pokrótce streszczę o czym były, bo do teraz ciężko mi uwierzyć, że na wszystko znalazłam czas.

Anatomia jest teoretyczno-praktyczna. Na czterech stołach znajduje się głowa/kończyna konia, ciało psa i kota. Kombinacja dowolna. Sami przed kolokwium preparujemy, a potem na tych naszych nieszczęsnych preparatach są zaliczenia. Powiem szczerze, że drugie kolokwium z głowy, szyi i tułowia było dla mnie najgorsze ze wszystkich. Ja po prostu, z powodu źle wypreparowanych mięśni, nie byłam w stanie dostrzec czy to jeszcze ten mięsień czy już kolejny. Wszystko było poodrywane i takie jakieś nijakie ;) Przez co mój wynik niestety pozostawia wiele do życzenia dla mnie i na trzecim będę musiała mocno się postarać by nadrobić stracone punkty i zakończyć porównawczą z dobrą oceną. Jednak staram się nie narzekać, bo ciało naszego psa na pewno lepsze nie było. Ludzi od preparacji raczej z nas nie będzie ;)

Z biochemii pierwsze dotyczyło łańcucha oddechowego, glikolizy, cyklu Krebsa i reszty powiązanych z tym przemian zachodzących w komórkach. Byłam obkuta całkowicie i wynik troszkę mnie rozczarował. Jednak udało się "wykłócić" o podwyższenie wyniku, bo byłam po prostu pewna swojej wiedzy ;) Drugie było troszkę bardziej przykre, bo teorii było dwa razy więcej i była dwa razy trudniejsza. Dotyczyła przemian tłuszczy (cykl cholesterolu <3) i aminokwasów oraz białek. A i czy wspomniałam, że mieliśmy jeden dzień na nauczenie się tego? Do taki mały drobiazg ;) Ja zaczęłam dwa dni wcześniej po czterdzieści pięć minut dziennie, żeby zminimalizować sobie stres. W końcu ostatniego dnia wyszłam z domu, bo było mi aż niedobrze od ciągłej nauki. Potem był mały stres czy na pewno zaliczę, ale koniec końców mam naprawdę przyzwoity wynik ;)

Z fizjologii straszyli i straszyli, że zalicza 10% studentów pierwszy termin. To było najbardziej stresogenne kolokwium. Uczyłam się porządnie wykładów. Umiałam słowo w słowo notatki i starałam sobie wszystko wytłumaczyć "na głos". Wiedziałam, że muszę to zrozumieć. Samo wkucie nic mi nie da. Szczególnie, że fizjologia wbrew pozorom jest jednym z ciekawszych przedmiotów. Siedziałam więc z koleżanką i próbowałyśmy rozpracować wszystkie mechanizmy działania układu nerwowego i mięśniowego. Powiem tak, teraz możemy być naprawdę dumne ze swoich wyników i walczyć o wysokie, przyzwoite stopnie na koniec semestru ;) Ale co się na stresowało to się nie odstresuje ;) szczególnie, że wyniki pojawiły się  pięciodniowym opóźnieniem przez szerzącą się chorobę kadry fizjologii. Życzę więc każdemu szczerze zdrowia w tym okresie :)

Z mikrobiologii chyba uczyło mi się najprzyjemniej. Ćwiczenia są moimi ulubionymi (sekcja zwłok kurczaka i mój triumfujący głos gdy krzyknęłam, wyjmując maciupeńkie serce "operacja się udała! kurczaczek będzie żył!" zapamiętam do końca życia albo podpis w zeszycie "moja pierwsza hodowla" i opis śmierdzących bakterii na pożywce). Po prostu nie mogę się doczekać przed salą aż się zaczną. I nie przeszkadza mi, że mam dopiero na godzinę szesnastą. Po prostu je lubię :) Tak więc do kolokwium nie było problemu się uczyć i zdałam również przyzwoicie :) Teraz w piątek mam drugie zaliczenie i tu może już nie być tak różowo z powodu przemęczenia ciągłą nauką. Staram się jednak nie poddawać, odliczając dni do Wigilii.

Na koniec, jako wisienkę na torcie, zostawiam chów. O tym można by cały poemat napisać! Po pierwszych zajęciach zakochałam się w owcach i już obczaiłam, że jedno z większych zagęszczeń tych stworzeń znajduje się w Australii. Wniosek nasuwa się sam ;) Wbrew wcześniejszym przypuszczeniom, również zajęcia z drobiu były mega ciekawe! Z obu kolokwiów dostałam piękne piąteczki :) Z bydła jeszcze ocen nie ma, ale tematy również bardzo mi się podobały. Konie i świnie - tu się pojawiły schody. Naszymi galopującymi przyjaciółmi niezbyt się interesuję, więc chciałam to w miarę odbębnić i tyle. Niestety musiałam przejść się na drugi termin, bo przy pierwszym zabrakło mi niecałego punktu do zaliczenia. Przy drugim już jest ok :) A świnie to temat rzeka... Nie jem wieprzowiny, więc słuchanie o ubojni przez dwie godziny były dla mnie czymś niesmacznym. Tak samo o tym w jaki sposób podchodzi się do prosiąt i maciorek. No po prostu nie moje tematy delikatnie mówiąc. Niestety myślałam, że zaliczę i będę miała to z głowy, lecz pojutrze muszę się przejść po raz kolejny na zaliczenie z prawie całą grupą. Taka z nas pilna paczka ;) Więc chów okazał się najcięższym przedmiotem do zaliczenia ;)

PS. Zachęcam do zaobserwowania mojego instagrama, bo ostatnio mam fazę na wrzucanie zdjęć :D >>CLIK<<