Dzisiaj postaram się poruszyć dość ważny temat ze względu na nadchodzące święta Bożego Narodzenia. W ten piękny czas, gdy przystrajamy choinkę, pakujemy prezenty i przyrządzamy potrawy pachnące tak intensywnie, że aż na samą myśl robię się głodna, pewne istoty cierpią. Cierpią z powodu chciwości, z powodu braku poszanowania dla innego niż ludzkie życia. Karpie.
Nie będę tu moralizować i pouczać na temat jedzenia mięsa czy też nie, bo to indywidualna sprawa każdego człowieka, jednak pewne okoliczności zmusiły mnie do poruszenia tego tematu.
Karpie są jedną z nieodzownych tradycji polskiego stołu wigilijnego. Kilkadziesiąt potraw, które można znaleźć w internecie, pokazuje jak bardzo jest to zakorzenione w naszych umysłach. Od małego słuchałam od ojca opowieści o staniu przez niego całą noc w kolejce po rybę w czasie komunizmu. To był niezwykle cenny skarb w tamtym okresie. Niezwykle pożądany. Karp było kojarzony i nadal jest z bogatą ucztą, na którą należy pozwolić sobie raz do roku. Jednak teraz w każdym pobliskim hipermarkecie można takiego nabyć - mrożonego, świeżego bądź jeszcze żywego. Nie ma gigantycznych kolejek. Czasem może z 2-3 osoby przez tobą. Po prostu podchodzisz, prosisz i dostajesz.
Jak więc w tych czasach, mimo wszystko urodzajnych, sklepy zniżają się do poziomu barbarzyństwa? Wychodzą chyba z założenia, że to tylko ryba i ona nic nie czuje. Jednak najnowsze badania naukowe udowodniły, że odczuwają. I nie tylko czują, ale również zapamiętują bodziec, który go wywołał. Boją się i instynktownie uciekają od niego. Ryba, jak każdy kręgowiec, posiada centralny układ nerwowy, dzięki czemu jest w stanie oddychać, poruszać się, ale również porozumiewać czy odczuwać ból. Przez braku głosu jednak ich zachowanie jest odbierane jako bezbronne, pozbawione czucia. Gdy jednak złowimy rybę, możemy dostrzec jej próby złapania oddechu i wierzganie ciałem. Jest to odpowiedź na strach i ból, które w tym momencie odczuwa schwytane zwierzę.
I właśnie temat całego tego bólu i strachu, spowodowanego czymś na kształt długiego oczekiwania na śmierć, chciałabym poruszyć. Jedne z badań udowodniły, że ryby w pewnym stopniu są w stanie oddychać przez skórę. Nie jest to jednak pełna wymiana gazowa, a jedynie jej strzępek. Ostatki sił, by utrzymać się przy życiu.
Właśnie te badanie, które udowodniło po prostu dłuższą przeżywalność ryb poza środowiskiem wodnym, zaczęły wykorzystywać niektóre sklepy. Trzymanie karpi w akwariach, w których się nie mieszczą. Pakowanie do siatek wypełnionych POWIETRZEM, a nie wodą, i przekazywanie klientom. Trzymanie w wiadrach, jedną na drugiej, oddychających z trudem przez skórę i zgniatających siebie nawzajem. Chciwość o te parę groszy więcej z wielu ryb, prowadząca do odebrania im całkowitej godności, jaka należy się każdemu żyjącemu organizmowi.
Takie ryby odczuwają strach i ból w tym momencie, ale nie są w stanie nam tego przekazać. Nie są w stanie zaskomleć jak pies, zamiauczeń jak kot. Ich niemy krzyk o wodę, dzięki której nie będą aż tak cierpieć aż do śmierci, jest niezauważalny. Ludzie kupują takie ryby, a sklepy zacierają ręce, bo nie łamią przepisów o złym traktowaniu zwierząt z powodu jednego, drobnego badania. Jest to ich karta przetargowa. Niestety klienci często są po prostu nieświadomi, ale sprzedawcy owszem. Wielu ludzi pisze do nich z prośbami, by wydawali ryby w woreczkach wypełnionych wodą, ale każda odpowiedź kończy się przypomnieniem, że potrafią oddychać przez skórę. Co z tego skoro jest to dla niech złe?
Wyobraźcie sobie, że ktoś przytyka wam usta i nos chustką. Jesteście w stanie ledwo oddychać i się nie udusicie. Jednak strach, ból w klatce piersiowej, bolesne próby złapania każdego oddechu są męką. Ryby na swój sposób też to czują. Instynktownie wiedzą, że dzieje im się krzywda. Czemu więc, zamiast trzymać i sprzedawać je w humanitarny sposób, ludzie zachowują się w taki sposób? Czy przez chciwość dla tego grosza od ryby więcej tracą ludzką godność? Jesteśmy gatunkiem niezwykle rozwiniętym, więc pokażmy to. Pokażmy, że naprawdę czujemy i widzimy, a nie tylko pragniemy. Pokażmy, że jesteśmy w stanie dać chociaż strzępek godności rybom, które mają potem spocząć na naszym stole.
Proszę, po prostu kupujmy w sklepach, a jest ich sporo, gdzie te istoty są traktowane dobrze, z szacunkiem w ich ostatnich dniach życia. Przebywają w dotlenionych akwariach, wyławiane sitkiem, a nie ręką, wydawane żywe w woreczkach wypełnionych wodą. Nie pozwólmy traktować ich gorzej niż morderców w więzieniach tylko dlatego, że według tradycji powinniśmy je przyrządzić i zjeść. Nie zasłużyły na to. Przysłużyły się ludziom jako pokarm, więc oczekują tylko jednego. By nie katować ich jeszcze w trakcie tego krótkiego, marnego życia.


